środa, 16 listopada 2016

7. Mówią, że czas leczy rany!

Bez niego usychała jak roślina bez wody. Czuła się okropnie. Próbowała zająć się pracą ale nie bardzo jej to wychodziło. Siedziała bezczynnie gapiąc się w duży zegar wiszący naprzeciw niej. Była dopiero 11:25. Nie miła co ze sobą zrobić. Pisanie artykułu nie bardzo jej wychodziło. Co się z nią działo?
Nie mógł znaleźć sobie miejsca czuł, że dzieje się coś złego. Tylko nie miał pojęcia co. Wszystko dookoła go drażniło. Nie potrafił wytłumaczyć tego co czuje. Siedział zdenerwowany, bawił się nerwowo swoimi rękawicami.
-Stary zostaw te rękawice, bo dziurę zrobisz.-zagadną go Gregor.
-Idź zajmij się sobą.-Michael wstał zabrał swoje rzeczy i w ekspresowym tempie ruszył ku samochodu. Jego zdenerwowanie narastało z każdą sekundą. Miał wątpliwości, nic mu się nie układało. Wiedział, że Claudia może być zazdrosna i zraniona. ale po co miała by robić takie rzeczy? Myślał o tym ale czuł, że nie o to się martwi. Czuł się jakby chory, ale wszystko było w porządku. Nic nie rozumiał.
Minęło jakieś 10 minut, a jakby cała wieczność. Jej artykuł miał około pięciu zdań. Trochę mało, żeby zachwycił on wszystkich. Jeszcze multum błędów popełnionych prawie w każdym słowie. Rozbiegane myśli. Wszystko było nie tak. Zabrała swój komputer, klucze i torbę. Wsiadła do samochodu i pojechała za miasto. Zatrzymała się na jakimś leśnym parkingu. Zabrała swoje rzeczy i udała się w głąb lasu. Szła ścieżką, aż w pewnym momencie usłyszała za sobą kroki. Strach ją sparaliżował. Czuła, że nie może się ruszyć z miejsca. Po co jej to było? Poczuła rękę na swoim barku.
-Cześć.-znajomy głos. Odwróciła się, wszystko co czuła uleciało.
-Nawet nie wiesz jak mnie wystraszyłeś!-przytula się do niego. Miłości swojego życia. Przy nim nie czuła już strachu ani żadnych innych złych emocji. Przy nim czuła radość.
-Przepraszam. Zobaczyłem twój samochód i myślałem, że coś się stało. Nie mogłem przejechać obojętnie. Mogło ci się coś stać.-martwił się o nią, ale Lara nie rozumiała dlaczego.
-Nie mogłam skupić się na pracy. Postanowiłam chwilę odpocząć, chciałam gdzieś usiąść sama.-złapał ją za rękę i poszli dalej już razem.
Wspólna kolacja, spacer po górach i świadomość, że już tak zostanie.
-Wiesz miałem dziś wrażenie, że stało się coś złego.-zwierzył się swojej partnerce.
-Wiesz, że ja też nie mogłam się przez to skupić dlatego byłam w tym lesie.
-Ja uciekłem z treningu. Trener do mnie dzwonił, ale nie odbierałem.-zatrzymali się. Lara patrzyła w niebo obserwując gwiazdy. Sceneria niczym z jakiegoś romantycznego filmu. Czuła, że mogła by tak spędzić całe życie, choć coś nie dawało jej spokoju.
-Skarbie chodźmy do domu.-poprosiła go.
Zimno. Strasznie zimno. I ten narastający ból, co się stało? Lara nie mogła otworzyć oczu. Co się z nią działo? Dlaczego tak bolało, dlaczego czuła się tak okropnie?
Nikt nic nie mówi. Narastająca panika powodowała, że czuł się jeszcze gorzej. Pamiętał tylko, że gdy zeszli ze szlaku i byli na parkingu w Lare wjechał rozpędzony samochód. To było kilka sekund on został lekko draśnięty, a Lara? Lara walczyła o życie. W jego głowie było tysiące myśli. Kto? Po co? Dlaczego? Obwiniał się za to wszystko. Uważał, że to on powinien być na jej miejscu.  W szpitalu pojawił się tłum chcący dowiedzieć się co się stało. Schlieri, Daniel przyszła nawet Roberta. Wszyscy byli w szoku. Nie mogli uwierzyć w to co się stało.
Skupiła całą swoją siłę, by otworzyć oczy. Udało się! Lecz zaraz po tym zamknęła je. Ból jaki przeszedł przez jej głowę był okropny. Nie do zniesienia.
-Obudziła się.-usłyszała cichy, łagodny głos. Zaraz przy jej łóżku zjawiło się kilka osób. Świecili jej latarką w oczy. Przeglądali wyniki badań.
-Gdzie jestem?-powiedziała ledwo słyszalnie.
-Miała pani wypadek jest pani w szpitalu. Pamięta pani co się stało?-ten sam łagodny głos zapytał czy pamięta. No właśnie, czy pamięta? Ona nic nie pamięta.
-Nie.-krótka odpowiedź, na nic więcej nie starczyło sił. Cicha dyskusja między lekarzami. Nic nie zrozumiała.
-Kochanie, a pamiętasz jak się nazywasz?-kim była? Dobre pytanie. Sama chciała by wiedzieć. Co ma powiedzieć? Poczuła piekące krople łez na twarzy.
Lekarze wychodzą z sali. Może w końcu coś powiedzą. Michael wstaje jak najszybciej, zaraz za nim brat Lary. Wszyscy kierują swoje spojrzenia w ich kierunku.
-Co z nią?-pyta Karl.
-Pan jest z rodziny?
-Jetem bratem.-potwierdza.
-Stan pana siostry jest ciężki. Odzyskała przytomność...-lekarz chciał mówić dalej, ale przerwał mu Michael.
-Czyli jest dobrze?
-Jak już powiedziałem stan jest ciężki. To, że odzyskała przytomność jest dobrą wiadomością. Chociaż...-przerwał, lecz zaraz kontynuował.-Pana siostra ma amnezję. To znaczy, że straciła pamięć. Z biegiem czasu zacznie sobie przypominać, ale to może potrwać.
-Nic nie pamięta?
-Niestety nie.-Michi zbladł.
-Mogę do niej wejść?
-Przykro mi ale to jest niemożliwe.-lekarz przeprosił i odszedł. Wszyscy czekali na informacje. Michaelowi poleciały łzy. Był załamany to on ja zaciągnął w te góry. To była jego wina. Karl przekazał informacje całej reszcie. Wszyscy byli wstrząśnięci tym o czym się dowiedzieli. Daniel nie wytrzymał i opuścił szpital. Nie był w stanie tam siedzieć. Cała reszta została i siedziała czekając na jakieś wiadomości. Wszyscy chcieli ją zobaczyć. Czekali na pozwolenie lekarzy.
W sali była ona i pielęgniarka pilnująca by wszystko było w porządku.
-Proszę pani?-zwróciła się do kobiety.
-Tak.-to ta sama kobieta, która z nią wcześniej rozmawiała.
-Może wejść do mnie...-zbrakło jej sił.
-Ktoś z rodziny słonko?-kiwnęła głową.-Postaram się, żeby na to pozwolono.
Mijały kolejne minuty, a pielęgniarki nie było. Nie wiedziała co się stało?
-Michael ty idź, tak będzie lepiej.-powiedział Karl. Michael odpuścił i poszedł za kobietą.
Drzwi się otworzyły i wszedł on. Wysoki blondyn, przystojny.
-Hej.-powiedział cicho.
-Jesteś moim bratem? Kuzynem?-spytała. On jakby jeszcze bardziej przygasł.
-Wiem, że nic nie pamiętasz...
-Jak mam na imię? Skąd jestem? Co tu robię? Dlaczego?-mówiła cicho. Zdenerwowała się jej stan się pogorszył. Michael został wyproszony z sali....




********
Hej wróciłam po długiej, ale to bardzo długiej nieobecności. Czuję się okropnie. Chciałam zostawić tego bloga nie pisać dalej, ale  nie poddałam się. Zostałam mega zmotywowana. Rozdział krótki, ale myślę że się spodoba. Buziaki Ola.


poniedziałek, 11 lipca 2016

6. Co ona tu robi?

   Tak oto cała Lara. Zagubiona w tłumie ludzi. Już ponad dwie godziny krąży po lotnisku. Ale czy powodem, było zagubienie? Nie zdecydowanie nie, ona bała się, co zrobi jeśli gdzieś wpadnie na Robertę. Albo na tego gościa w parku. Usiadła na krześle, przed sobą postawiła walizkę. Popatrzyła na nią przez chwilę.
-Czy tak już serio będzie?-powiedziała sama do siebie.
-Słucham?-jakaś staruszka usłyszała co mówi. Starsi ludzie już tak mają. Interesują się wszystkim co usłyszą.
-Wie pani, jak to jest zakochać się w kimś tak mocno? Tak, że jego szczęście jest postawione nad wszystkim innym.-potrzebowała rozmowy, nie ważne z kim. Ważne, żeby otrzymała mądrą odpowiedź. A starsi ludzie to taka, kopalnia wiedzy. Lara dowiedziała się tak dużo, od babci na temat mamy. Prawie na każdy temat, który dotyczył jej życia.
-Wiem. Zakochałam się bardzo dawno temu, człowiek ten już nie żyje. Nadal go kocham. Cząstka jego nadal żyje, jest w moich dzieciach. Ba... w naszych dzieciach. Zwariowałam na jego punkcie. Nic, i nikt nie był ważniejszy. Liczył się tylko on.-teraz Lara wiedziała już wszystko. Pani, którą poznała nie musiała kończyć nawet swojej opowieści. Sam wstęp uświadomił jej, że Michael będzie dla niej najważniejszy. Zamówiła taksówkę. Pojechała prosto do domu.
   Tęsknił jak cholera. Nie mógł usiedzieć na miejscu. Chciał spędzić z nią każdą wolną chwilę. Była dla niego wszystkim.  Podróż go męczyła. Byli dopiero w połowie drogi do Kazachstanu. Każda minuta, każda godzina, były niczym wieczność. Dopiero, gdy dostał od niej wiadomość, że jest już w domu, uspokoił się trochę. Czuł się samotny, a przecież miał przy sobie najlepszego przyjaciela. Czuł samotność, bo jej nie było obok.
    Siedziała w domu i zastanawiała się co zrobi z resztą dnia. Trochę bała się sama wychodzić z domu. W mieście nie miała żadnych znajomych. Roberta była jej "przyjaciółką" tylko dlatego, że tak chciał jej ojciec. I właśnie dopiero teraz dotarło do niej, że chce być Larą. Ale taką Larą, która żyła w jej sercu, a nie w głowie. Chciała być sobą. Może powinna się trochę rozerwać. Nie miała w końcu 50 lat. Była młoda dziewczyną. I tak postanowiła wyjść wieczorem na imprezę, na taką gdzie pozna jakiś nowych ludzi, rozerwie się trochę. Jak zawsze miała trochę obaw. Bała się, że ktoś znów się do niej przyczepi. Ale chciała tylko, żeby ktoś zrozumiał ją i jej problemy. Dość się wycierpiała. Życie nie było dla niej zbyt łaskawe. A teraz pojęła, że w tym wszystkim nie musi być sama. Powinna mieć coś więcej z życia.
   Półtorej godziny później popijała drinka w jednym z klubów. Wieczór był ciekawy, ale nie wpadła na nikogo kto mógłby stać się jej przyjacielem. Gdy zbierała się do wyjścia, przy jej stoliku usiadł ktoś znajomy. Nie mogła sobie przypomnieć kim ta osoba jest.
-Nie pamiętasz mnie?-spytała znajomo nieznajoma. Lara nie mogła sobie przypomnieć.
-Przepraszam ale nie. Kojarzę cię, ale nie wiem kim jesteś.-nieznajoma wbiła wzrok w osobę naprzeciwko. To była...tak to była Michaela. Przestraszyła się.
-Zabrałaś mi wszystko co miałam. Nie daruje ci tego. Miałam wyjechać, ale wróciłam chciałam powiedzieć coś Michaelowi. Zabrałaś mi coś na co pracowałam tyle czasu.-Lara spuściła wzrok. Czuła się winna, choć za nic winy nie ponosiła. Poleciały jej łzy.-Michi powiedział mi o tym co stało się w parku. Masz z nim zerwać i odczepić się od niego bo spodka cię to samo i coś gorszego.
-Pójdę na policję.-powiedziała cicho.
-Spójrz tam.-pokazała ręką w kierunku wielkiego faceta. To był facet z parku.
-Zerwę z nim, ale daj mi spokój.-blondynka wstała od stolika i zmierzyła ku wyjściu. Lara bała się nie wiedziała co robić dlatego napisała do Michaela.
   Wariował nie potrafił utrzymać nerwów na wodzy. Wszystko było nie tak. Dlaczego to zrobiła? Usiadł na łóżku i momentalnie się rozpłakał. Rzadko mu się to zdarzało. Teraz nie potrafił się opanować. Jak mogła to zrobić? Powtarzał sobie w myślach. Jego płacz usłyszał przyjaciel.
-Michael?-zawołał.-Co jest stary?
-Lara. Ona zerwała ze mną przez sms.-cisnął telefonem o podłogę, a ten rozleciał się na części.
-Nie wiem co ci kurde powiedzieć. Przykro mi.
   Mijały dni. Michael z resztą już dawno wrócili do domu. Lara nigdzie nie wychodziła, bała się. Jej ukochany się do niej nie odezwał ani razu. Siedziała w wielkim pustym domu. Jej brat wyjechał w interesach, a ona jak zwykle została sama. Oglądała beznadziejny program rozrywkowy. To znaczy można powiedzieć, że ogląda. Zastanawiała się co by było gdyby nie spotkała Michaela. Jej rozmyślania przerwał telefon. Była pełna nadziei. Ale to dzwonił Daniel.
-Cześć kumplu.-powiedziała smutno.
-Laska co ci odbiło? Zerwałaś z nim przez telefon. Masz coś nie tak pod sufitem?-rozpłakała się.
-Wiesz co jak masz zamiar po mnie jeździć, to daruj sobie.-już miała się rozłączać gdy...
-Lara.-usłyszała głos taki strapiony, taki smutny. Głos Michaela.
-To nie tak. Przepraszam naprawdę to nie tak. Musimy się spotkać. Proszę przyjedź do mnie. Błagam.-długo panowała cisza. Nikt się nie odzywał. Chwilę później rozległ się sygnał zakończonego połączenia. To był cios w serce. Wszystko było by lepsze od odrzucenia. Tego bała się najbardziej. Nigdy się jej nie układało. Postanowiła zawalczyć. Odświeżyła się i przebrała.
Pojechała do Michaela. Pod drzwiami jego domu, nagle poczuła że to wielki błąd. Jednak zapukała. Otworzył jej. Długo patrzyli sobie w oczy. Kryło się tam olbrzymie cierpienie. Tylko, że oczy Michaela wyrażały jeszcze  rozczarowanie. W tym momencie bił się z myślami. 
-Może w końcu pogadacie? Ja spadam.-w drzwiach pojawił się Daniel. Lara spuściła wzrok. Została  teraz sam na sam z człowiekiem, który był dla niej wszystkim. Wpuścił ją do środka. Weszła i stanęła na środku salonu. Wyglądała taka niewinnie. 
-Popełniłam największy błąd mojego życia.
-Nie da się ukryć.-przerwał jaj. 
-Dałam się zastraszyć twojej byłej dziewczynie, narzeczonej czy kim ona tam dla ciebie była. Nie wiedziałam, że można być tak podłym.-Michael zbladł. Wszystko nabierało barw. Michael nabierał przekonania, że Lara nie zerwała z nim z własnej woli. Tak było na prawdę. 
-Nie mów mi, że ty dałaś się aż tak zastraszyć?
-Tak. Ja dałam się zastraszyć twojej lasce i facetowi z parku. Będą prześladować mnie do końca życia. Nie potrafię normalnie funkcjonować, wiedząc że oni są gdzieś niedaleko mnie. Co miałam zrobić.-zalała się łzami. On tak po prostu ją przytulił. 
-Czemu mi tego nie powiedziałaś?- zadał naprawdę głupie pytanie. 
-Boje się ich.-reszta dnia minęła na szczerej rozmowie. I wyjaśnianiu sobie wielu spraw. Lara otworzyła się przed osobą bez której nie wyobrażała sobie dalszego życia. Po tych ciężkich wyznaniach i dzieleniem się obawami i uwagami zasnęła w jego ramionach. 
   Miała spokojny sen puki coś jej nie zbudziło. Trzask wybitej na dole domu szyby. Natychmiast się wyrwała ze snu. Michael też wstał. Zeszli ostrożnie na parter. Michi zapalił światła. Ktoś kamieniem wybił szybę. 
-Michael dzwoń na policje.-Lara była wystraszona. 
-To pewnie jacyś chuligani. Zakleję na razie okno a jutro ktoś wstawi szybę.-chłopak też się wystraszył, ale nie chciał siać paniki po sąsiadach. 
-Jeśli ty nie zadzwonisz to ja to zrobię. Proszę cię.-naciskała na niego. Uległ jej namową i zgłosił sprawę na policję. Ta, w szybkim tempie pojawiła się pod jego domem. Dzięki temu, że na osiedlu jest monitoring od razu można było sprawdzić kim jest ten cały "chuligan". Policja sprawdziła wszystko dokładnie.
-To na razie tyle. Zabezpieczymy nagranie z monitoringu i prosiłbym, żeby państwo stawiło się jutro rano na najbliższym komisariacie.-policjant zapisał dokładny adres. Wręczył go Michaelowi. Gdy wyszli Lara siadła na krześle i wybuchła płaczem. 
-Kotku co jest?-zapytał zatroskany. 
-Jeśli to ta cała Claudia za tym stoi, to ja..
-To ty co?-przerwał jej.
-To ja dłużej już tak nie dam rady. Zrozum to do jasnej anielki, że cię kocham. Nie chcę, żeby następnym razem walnęła komuś tym kamienień w głowę. Tak się nie da.-patrzyła mu głęboko w oczy.
-Chcesz mi powiedzieć, że to koniec?
-Nie. Nie umiem z tobą zerwać, chociaż raz już to zrobiłam. Chcę cię mieć już na zawsze.-pocałowała go najlepiej jak potrafiła. Był to pocałunek namiętny, gorący i przepełniony uczuciami. Reszta nocy była dla nich niezapomniana. Była idealna. Lara poczuła się kochana i potrzebna. Była szczęśliwa.

-------------------------------------------------
Hej moi kochani! Rozdział krótki, ale mam nadzieję że się spodobał. Teraz wakacje dla mnie wakacje=praca. Także ten nie bądźcie zbyt surowi. 





środa, 23 marca 2016

5. Nowy dzień

   Dzień wyjazdu przyszedł szybko. Noc zleciała, jak z bicza trzasł. Lara nie czuła się śpiąca, lecz lekko zmęczona. Co wynikało z jej długiego, wieczornego płaczu. Zastanawiała się czy na pewno chce wyjechać. Michael nie chciał, żeby jechała. A ona nie chciała, żeby on był zły. Za bardzo go kochała. Cały czas nie mogła się zdecydować. Dlatego wzięła długą odprężającą kąpiel. Ubrała się:
Chwilę jeszcze, nie miała pojęcia co robić. Chciała pogadać z Michim, tylko czy on by jej wysłuchał. Nie miała innego pomysłu. To musiało w jakimś sensie pomóc. Lara musiała wrócić do domu. 
  Poszła do recepcji, w celu dopytania się, gdzie znajdzie pokój swego ukochanego. Schodząc po schodach, minęła się ze swoim bratem. Karl uśmiechnął się do niej lekko. Było jej miło, to jedyny od dłuższego czasu gest z jego strony. Powędrowała za nim wzrokiem. Chwile później znikł w drzwiach, prawdopodobnie swojego pokoju. 
-Przepraszam mogłabym się dowiedzieć, jaki pokój zajmuje Michael Hayboeck?-spytała z sympatią w głosie. Uśmiechnęła się uroczo. 
-Nie udzielamy takich informacji. To poufne.-odpowiedziała chłodno recepcjonistka. Lara zjechała ją wzrokiem. Bez namysłu skierowała się ku baru. Usiadła na jednym z krzeseł. Przyglądała się pracy barmana. 
-Podać coś?-spytał z uśmiechem na twarzy. Wydawał się miłym chłopkiem. Miał około dziewiętnastu lat. Wysoki szatyn z ciemnymi oczami. 
-Nie. Ale wiesz co możesz mi pomóc?-zrobiła błagalne oczy. 
-O co chodzi?-zapytał. Nie ukrywał swojej ciekawości. 
-Możesz się dowiedzieć, w którym pokoju jest Michi Hayboeck?-miała przepełniony nadzieją głos. Tak bardzo chciała go zobaczyć. Usłyszeć jego głos, poczuć jego usta. Dotknąć, i być już przy nim na zawsze. 
-Sama go o to spytaj. Idzie tu.-Lara skierowała wzrok na wejście. Szedł ze Stefanem. Gdy ich oczy się spotkały, przepełniła ich wielka radość. Lara siedziała i miała tak wielki uśmiech. Taki uśmiech jaki miała, gdy mama przychodziła po nią do przedszkola. Z radości poleciała jej łza. 
  Była taka słodka. Nie mógł uwierzyć, myślał że wyjechała. A tymczasem siedziała przy barze. Taka piękna. Wyglądała jak mała dziewczynka. Bezbronna i urocza. Podszedł do niej, zostawiając przyjaciela. Ona wstała, spojrzała mu w oczy. 
-Myślałem, że wyjechałaś.-chwycił jej twarz. 
-Pieprze wyjazd.-powiedziała. Miała poważna, a zarazem przyjazną minę. Czuła do niego coś wyjątkowego. On czuł to samo, ale nie umieli tego do końca pokazać. 
-Pięknie wyglądasz. -szepną jej do ucha. Zaśmiała się uroczo. 
   Tym czasem do baru przychodzili inni skoczkowie. Lara z Michaelem, rozmawiali. Dziewczyna nie potrafiła, nie być uśmiechniętą. Do tego Michael często doprowadzał do jej najszczerszego śmiechu. Wyglądali razem jak ludzie, którzy nie widzieli się wieki i opowiadali swoje historie. W sumie trochę tak było. Lara mówiła o tym co przydarzyło się jej w Niemczech. Mianowicie siedziała w parku i pisała piosenkę. Tak, tą piosenkę, którą zaśpiewała Michiemu. Zaczęła śpiewać jej fragment, koło niej stało kilkanaście osób. Wśród nich był pewien człowiek, który złożył Larze pewną propozycję. Facet był z wytwórni i chciał nagrać płytę Lary. On zgodziła się tylko przemyśleć ofertę. 
  Michael po wysłuchaniu jej opowieści, spojrzał na nią z powagą. Dziewczyna się trochę wystraszyła. 
-To może być twoja życiowa szansa.-uśmiechnęła się i uderzyła go lekko w bark. 
-Wiem, ale nie chcę się w to bawić.-odpowiedziała mu była całkowicie poważna. Spojrzał na nią spod byka. 
-Dlaczego?
-Nie mogę. Teraz muszę całkowicie skupić się na pewnej sprawie. Muszę sprzedać dom. Zająć się czymś co teraz, wymaga ode mnie totalnego skupienia.-rozmowa z miłej i luźnej zeszła na poważne tematy.  Rozmawiali długo. Lara opowiedziała ukochanemu na co potrzebuje pieniędzy. Zaoferował jej swoją pomoc.Była mu za to wdzięczna. 
  Rozeszli się w swoje strony. Umawiając się wcześniej na kolację. Michi siedział ze Stefanem w ich pokoju. Chłopak próbował zrozumieć co robi jego przyjaciel, ale nie mógł zrozumieć. Nadal nie rozumiał jak mógł zostawić długoletnią partnerkę, dla kogoś niemalże obcego. 
-Michael powiedz mi, ale tak szczerze czujesz coś do niej?-rozpoczął rozmowę. Michael usiadł wygodnie i spojrzał na Krafta. 
-Jak bym nie czuł nie rozstał bym się z Claudią.-odrzekł. Bawił się sznurkiem od spodni.-Ona jest kimś wyjątkowym. Wtedy jak ją uratowałem, odwiozłem ją do domu. Czekałem, aż wejdzie, i gdy dopiero zobaczyłem palące się światło odjechałem. Bałem się, że nie wytrzyma psychicznie. Moje roztargnienie, to wszystko przez nią. Tak bardzo mnie do niej ciągnie. Tak bardzo chcę mieć ją przy sobie. Nie wiem co do niej czuje. Nie potrafię, nie umiem tego opisać słowami. 
-Stary, ja myślałem, że to tak na chwilę. Myślałem, że przelecisz i wrócisz do Claudii.-wyjechał ze swoją głupią gadką. W pewnym sensie jego słowa uraziły Michela.  A co jeśli on miał rację? Nie, nie mógł jej mieć. To co było między nimi było czymś cudnym. 
-Dobra koniec gadania chodź na trening.-Michi zmienił temat. Zaraz spakowani poszli na skocznie. Po oficjalnym treningu miał być konkurs. Lara postanowiła się tam wybrać. Ale nie miała biletu. I już nie było możliwości go nabyć. Jej jedyna deska ratunku to Daniel. Szybko wybrała do niego numer. 
-Lara co jest?-rzucił szybko. 
-Potrzebuje wejściówki na zawody.-domyśliła się, że nie może zabierać mu dużo czasu, więc przeszła do sedna. 
-Ok za 30 będę na ciebie czekał, przy wejściu. Teraz muszę już kończyć. Pa.-rozłączył się. Lara ubrała kurtkę, wzięła telefon i wyleciała z hotelu jak z procy. Zdążyła na czas. Daniel już na nią czekał. Przywitali się buziakiem w policzka. 
-Boże dziękuję ci. Jesteś najlepszy. 
-Pogadamy później muszę lecieć, bo trener mnie zabije.-pobiegł w stronę norweskiego domku. Dziewczyna ruszyła na poszukiwania. Szukała wszędzie swojego przystojniaka. Zauważyła go w małym tłumie fanek. Podeszła do nich.
-Mogę prosić o autograf.-podsunęła mu jakąś kartkę. 
-Jasne.-podpisał, i oddał. Nie patrzył nawet, takie zamieszanie, że nie zwracał uwagi na to komu co daje.
-To może teraz mała kawa.-uśmiechnął się. Spojrzał na nią. 
-Wszędzie poznam twój głos, Lara.-wszystkie dziewczyny, "fanki" przyglądały się im. Niektórym na twarzy malowała się złość, inne się uśmiechały. Chłopak chwycił ją za rękę. Razem udali się w miejsce gdzie pierwszy raz zasmakowali swoich ust. 
-I co mi powiesz?-zaczął blondyn. 
-A co mam powiedzieć?
-Skąd masz taką wejściówkę?
-Od Daniela.-odpowiedziała, i lekko się uśmiechnęła. 
-Będę zazdrosny.-przybliżył się do niej. Dzieliły ich milimetry. 
-Chciałam ci zrobić niespodziankę.-powiedziała cicho. On chciał ją pocałować. Ona położyła mu rękę na ramieniu. 
-Już rano mi ją zrobiłaś.-mówili do siebie szeptem. 
-MICHAEL!!-rozległ się głośny krzyk Fettnera. 
-Chyba obowiązki wzywają.-uśmiechnęła się zalotnie. Ruszyła ku trybun, gdzie dzięki przyjacielowi miała zapewnione miejsca. Kibicowała wszystkim, bardzo spodobała się jej atmosfera na skoczni. Tylu kibiców jeszcze nie widziała. Była zadowolona ze swojej decyzji. Nie poleciała do domu. Została tu i to był strzał w dziesiątkę. 
 Przyszła kolej na Michaela. Lara mocno zacisnęła kciuki. To co się stało było nie do opisania. Wygrał zawody i był taki radosny. Lara czuła się również radośnie. Koło Michaela na podium staną jego przyjaciel Stefan oraz Peter Prevc. Dziewczyna po wręczeniu nagród wpadła wprost w objęcia blondyna. Tyle osób na nich patrzyło. Ale nie bardzo się tym przejęli. 
-Gratuluje.-wyszeptała mu do ucha. 
-To dzięki tobie.-odpowiedział uśmiechnął się tak szczerze. Lara trzymała cały swój świat w rękach. W mocnym uścisku. 
-Dla ciebie mógłbym przynieść gwiazdkę z nieba.
-Nie musisz obiecywać mi gwiazd z nieba. Wystarczy mi, że będziesz ze mną na nie patrzył.-złapał ja za rękę i odeszli. Michael poprosił Stefana, by ten zabrał jego rzeczy do hotelu. A on razem z Larą poszli na spacer. Szli ulicami Zakopanego. Ich romantyczną chwilę przerwał telefon. Do Michaela. 
-Hej mamuś.-dziewczyna słysząc te słowa, nagle zrobiła się trochę smutna.-Tak kocham cię bardzo. Do zobaczenia.-poleciały jej łzy. On gdy tylko zobaczył, że płacze przytulił ją do siebie. 
-Co jest?-spytał troskliwie. 
-Ja też chcę mieć mamę.-łzy nie były już do opanowania.-Chcę, żeby ktoś przy mnie był. Brat się do mnie nie odzywa. Rodziców nie mam. A dziadkowie są w moim ojczystym kraju. Już prawie zapomniałam jak wygląda kobieta, która wydała mnie na świat. Tak bardzo chciałabym mieć ją, choć na chwile. 
-Nie wiem co mam ci powiedzieć.-przytulił ją mocniej. 
-Zazdroszczę ci. Masz wszystko, braci, rodziców. Jesteś sławny, a ja jestem nikim.-podniósł jej głowę do góry. 
-Nawet tak nie myśl. Jesteś najcudowniejszą dziewczyną na całym świecie.
-Michael dziękuję.-poszli do hotelu. Lara od razu po wejściu skierowała się w stronę swojego pokoju. Musiała się jakoś ubrać. Umówili się, że zamiast na romantyczną kolację pójdą na małą imprezę, którą organizowali Norwegowie. Pierwsza rzecz jaką zrobiła po wejściu to szybki prysznic. Umalowała się, delikatnie i subtelnie. Później ubrała delikatna sukienkę: 
Włosy rozpuściła. Była gotowa, czekała tylko na Michaela, który obiecał że po nią przyjdzie. Była 19:45, miał piętnaście minut. Lara postanowiła jeszcze, że sobie zaśpiewa. Piosenka, którą napisała dla mamy:
"Wiem, że gdzieś tu jesteś, 
Wiem, bo żyję, a to coś znaczy."-słowa napisane w najgorszym momencie jej życia. I to wcale nie, był ten wieczór w parku. Oddała się totalnie muzyce. Nie zauważyła, że w  jej pokoju od jakiegoś czasu był już Michi. Na jej policzkach, tańczyły pojedyncze łzy. Wyczuł moment idealny do tego by ją przytulić. 
-Jesteś śliczna.-szepnął do jej ucha. Uśmiechnęła się szeroko. 
-Idziemy?
-Tak.-wyszli. Zaraz po wyjściu natknęli się na innych uczestników imprezy. Wśród nich był Karl. Był kimś, kogo bardzo brakował dziewczynie. Bardzo za nim tęskniła. Nawet nie pamięta kiedy się od siebie odsunęli.  To był jej najukochańszy brat. 
  Zabawa trwała w najlepsze. Lara spoglądała na swojego braciszka. Siedział z Norwegami i pił. Postanowiła chociaż z nim zatańczyć. 
-Karl zatańczysz ze swoją starszą siostrą?-zapytała nieśmiało. 
-Tak.-wstał złapał ją za rękę i powędrowali na środek parkietu. Ona zarzuciła mu ręce na szyję, a on ułożył swoje na jej tali. 
-Przepraszam.-powiedziała cicho. 
-Nic się nie stało.-odpowiedział mało przekonująco. 
-Miałam dość tego, że cały czas wszystkiego mi zabraniasz. Tak jak to robił tato.-była w zupełności szczera. 
-Myślałem, że to dla ciebie dobre. Nie chciałem cię ranić.
-Karl, wiesz co? Byłam u babci i ona chce cię poznać. Pojedziemy tam na święta.
-Dobrze.-kawałek się skończył. Lara podziękowała za wspólny taniec i odeszła. Czyżby stosunki między nimi się poprawiały? Może i tak, ale trzeba jeszcze włożyć w to dużo pracy. Brakowało zarówno Larze jak i Karlowi, chwil spędzanych razem. Ona bez niego, i on bez niej, czuli się obcy w stosunku do siebie. Tato wpajał im różne wartości, ale nigdy nie nauczył ich słuchać innych. 
  Było już późno, Lara czuła się zmęczona. Po za tym trochę się źle czuła. Kręciło się jej w głowie, co pewnie wynikało z nadmiaru alkoholu w jej krwi. Chciała odejść, ale ktoś przytulił ją od tyłu. 
-Gdzie wybiera się moja ukochana.-usłyszała głos Michaela. 
-Źle się czuję.-obrócił ją, tak że stali twarzą w twarz. Spojrzał jej w oczy. Chyba chciał w nich zobaczyć cień kłamstwa. Jednak w jej oczach malowało się zmęczenie. Nic, ale to nic więcej. 
-Odprowadzę cię.-i ruszyli razem w stronę pokoju Lary. Chłopak był w świetnym humorze. Lara jednak nie potrafiła się nawet uśmiechnąć. Naprawdę źle się czuła. Od razu po wejściu do pokoju położyła się na łóżku. Michi położył się tuż obok. Przytulił do ja od siebie. Leżeli w milczeniu. To była taka ich idealna chwila.  Lara wyciągnęła swoją rękę ku górze. 
-Na co patrzysz?
-Na nic.-odpowiedziała.-Posłuchamy muzyki?
-Jakiej?-zastanowiła się chwilę, co prawda kochała przeróżną muzykę ale teraz miała ochotę na jedną. Wyjątkową i bliską jej sercu. 
-Może Vivaldi?-zaproponowała. 
-Może być.-wstała i wyszukała w swoim telefonie pierwszego lepszego utworu. Padło na "Cztery pory roku". Połączyła się z przenośnym głośnikiem. I już z powrotem leżała obok niego. Podobała jej się ta muzyka. Z opowiadań babci dowiedziała się, że jej mama kochała Vivaldiego. Pewnie dlatego tata, zawsze jeśli chodziło o muzykę był nastawiony tylko na jeden gatunek. Często pracował przy Mozarcie czy Bachu. Jego zamiłowanie wzięło się od pasji małżonki. Lara była dumna, ze swojej mamy. Była dumna, ponieważ z tatą trudno rozmawiało się o jakichkolwiek zmianach. 
  Możemy się teraz zastanawiać co czuł Michael. On czuł tylko jedynie miłość. Miłość do tej słodkiej wariatki. Lara mu zaimponowała, swoją postawą, chciała zrobić coś wielkiego. Tylko potrzebowała pieniędzy. Chciała poświęcić cały dorobek swojego ojca by ratować kogoś, kto był jej ogólnie obcy. Może i obcy, ale chciała pomóc, bo rodzinie się nie odmawia. 
-Lara.-zaczął niepewnie Michi.-Jeśli mu nie pomożesz, co się stanie?
-Umrze. Tak jak moja mama. W ogromnym cierpieniu.-odpowiedziała. Miała załamany głos. 
-Nie znasz ich.
-Michael. Ja jestem ciocia tego maluszka. To syn mojej kuzynki, która zmarła tuż po porodzie. Nie potrafię wyobrazić sobie jak musiał czuć się jej mąż. Z jednej strony zyskał kogoś malutkiego, na kogo czekał te cholerne dziewięć miesięcy. A z drugiej strony stracił kobietę, którą kochał nad życie. Jak mam mu nie pomóc. Te leczenie może uratować mu życie.-musiała to zrobić. Jeszcze nie rozmawiała o tym z bratem. Ale jest pewna, że on też tego by chciał.
-To tak jak ja bym stracił ciebie.-zaczął całować Lare po szyi. 
-Tak, tak. Nie przymilaj się. A teraz idę spać, i ty też bo jutro musimy bardzo wcześnie wstać.-Michael spojrzał na nią kocimi oczami. Lara pokręciła przecząco głową. Ułożyła się wygodnie w łóżku. Zamknęła oczy, i odpłynęła. 
  Lara już spała, ale on nie mógł zasnąć. Cały czas zerkał na nią, czy na pewno śpi. Wyglądała jak małe dziecko. Mijały minuty, godziny i w końcu gdzieś po trzeciej nad ranem zasnął. 
   Rano, gdy się obudził Lary już nie było. Zostawiła tylko kartkę. 
"Przepraszam, że się nie pożegnałam musiałam już iść. Nie chciałam cię budzić. Do zobaczenia. Twoja Lara"-czyli już wyjechała. Wstał, miał małego kaca. Było jeszcze wcześnie  dochodziła dopiero siódma. Zabrał wszystkie swoje rzeczy. Zamknął drzwi, i odniósł klucz do recepcji. Był smutny. Już było jej brak, a dopiero co razem rozmawiali. Niedawno dowiedział się, że go kocha. Pojechała, ale wie że ją jeszcze zobaczy. 

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<
Trochę krótko, ale nie chciałam żebyście długo czekali. Mam małe problemy, więc nie wiem kiedy pojawi się następny rozdział, ale wyczekujcie go po świętach. Buźka :* 

wtorek, 15 marca 2016

4.To musi być miłość!

  Dzień się skończył. Lara wiedziała, że nie da rady żyć bez niego. Wypłakała wszystkie łzy jakie miała. Ale musiała się wziąć w garść. Zakończyła dzień ciepłym prysznicem. To ją trochę odświeżyło. Mogła chociaż na chwilę zapomnieć o otaczającym ją świecie. Poszła spać dość późno. Przez godzinę myślami jeszcze była z Michaelem. Jednak po dość długich rozmyślaniach pomyślała o jego uśmiechu i zasnęła.
   Nie dowierzał ona zaśpiewała mu piosenkę. Śpiewała mu, że go kocha. Był w rozsypce. Z Claudią nie umiał się dogadać, nie słuchał jej. Myślami był z Larą. Tak bardzo go do niej ciągnęło. Pojawiła się po dziewięciu miesiącach i wywróciła jego świat do góry nogami. Ale on tego właśnie chciał, żeby ona była. Wariował pod jej nieobecność, tak bardzo chciał ją zobaczyć. Powiedzieć jej, że ją kocha, ale nie chciał ranić Claudii. Ona teraz spała u jego boku myśląc, że kocha ją nad życie. A szalał za inną. Dlaczego życie musi być tak skomplikowane? Dlaczego nie można robić tego czego się chce? Dlaczego jest tyle zasad? Nie mógł zasnąć tej nocy. Rozmyślał nad tym co powinien zrobić. Czy wyszło mu to na dobre? Na pewno wyjaśnił sam sobie wiele spraw.
   Rano wstała, bolała ją trochę głowa. Ale nie chciała spędzić dnia siedząc w pokoju. Ubrała się:
Od razu poszła na mały spacer. Nie wiedząc czemu pokierowała się w stronę skoczni. Chciała go zobaczyć? Tak bardzo tego chciała. Ale nie wie co by się stało, gdyby go spotkała. Pewnie spaliłaby się ze wstydu. Ale i tak odkąd zaczęła stawiać na swoim stała się bardziej śmiała. Usiadła na trybunach. Akurat odbywał się trening przed konkursem. Po skoku Daniela, Lara zdecydowała się z nim porozmawiać. Ruszyła w stronę drewnianych domków w celu znalezienia skoczka. Ale zamiast niego wpadła na Michiego. Zżerał ją wzrokiem. Złapał za rękę. 
-Lara. Twoja piosenka była piękna.-powiedział z małym uśmiechem na twarzy. Lara czuła, że się trochę denerwuje, ale ona też była zestresowana. 
-Dziękuję.-zdążyła odpowiedzieć. On pociągną ją za sobą, w jakieś ustronne miejsce. Nie było tam nikogo prócz ich. Wbił się w jej oczy. Ściągną jej okulary. 
-Bez nich wyglądasz znacznie lepiej.-przybliżył się do niej.
-Ja kocham moje okulary.-powiedziała po czym uśmiechnęła się promiennie. On zbliżył się jeszcze bliżej. Czuła jego oddech na swoich ustach. Chwilę później czuła już jak namiętnie ją całuję. Zupełnie się mu oddała i odwzajemniła pocałunek. Czuła się jak w niebie. Gdy się oddalił, chciała żeby zrobił to jeszcze raz, i jeszcze. Chciała go na zawsze. Ale on miał już Claudię. 
-Lara. Ja przepraszam.-przetarł twarz i nerwowo poprawił włosy. 
-Przepraszasz za to, że mnie pocałowałeś?-spytała z zażenowaniem. Dlaczego ją pocałował? Żeby później ją przepraszać? Bez sensu. Nie na takie słowa liczyła. 
-Lara...ja.
-Zastanów się. Ja poczekam.-przerwała mu i odeszła. Błądziła szukając Daniela. Nie mogła go nigdzie znaleźć. Wszystko zaczęło ją przerastać. Nie rozumiała swojego pecha. Raz już kiedyś się zakochała. I została potraktowana jak śmieć. I jeśli Michael zerwał by z Claudią ona czułaby się tak samo. Usiadła na jakiejś ławce. Schowała twarz w dłonie i pozwalała by łzy swobodnie leciały z jej oczu. Nie powstrzymywała tego płaczu. 
-Ej laska wszystko w porządku?-powiedziała coś jakaś dziewczyna w języku, którego nie znała. 
-Możesz po niemiecku?-dziewczyna powtórzyła swoje słowa.-Nic po prostu mam zły dzień. 
-Ok. Jestem Elka. 
-Lara.-przedstawiła się nowo poznanej dziewczynie. Była dość zgrabną blondynką. Miła mocno niebieskie oczy. Była ładna dziewczyną. 
-Skąd jesteś?
-Mieszkam w Austrii. Ale jestem Niemką.-odpowiedziała. Nie miała trochę ochoty na gadanie z tą całą Elką. No i właśnie pojawiło się jej wybawienie. Daniel. 
-Cześć dziewczyny. Sorry ale porywam Lare.-złapał dziewczynę za rękę. Poszli sobie, tamta dziewczyna też poszła. Chwilę później siedzieli razem w szatni norwegów. 
-Szukałam cię. Wpadłam na Michaela.-opowiedziała mu to co się stało. 
-Chyba o to ci chodziło.-stwierdził i spojrzał na nią. 
-Może i tak, ale nie w ten sposób. On jest z Claudią i naprawdę nie chcę rozbijać ich związku.-powiedziała całkiem szczerze. Nie była w stanie się uśmiechnąć. 
   Poszła, zostawiła go samego. Z taką trudną decyzją. Szalał za nią, była najwspanialszą osoba jaką poznał. Nigdy nawet nie czuł czegoś takiego do swojej obecnej dziewczyny. Musiał coś zrobić. Nie mógł tego zawalić. 
    Wieczorem po konkursie, który wygrał Stefan Kraft odbyła się mała impreza. Byli zaproszeni wszyscy, którzy współpracują z AZN, a także inni skoczkowie. Na wspólnym wieczorze był również Karl. Lara nie chciała tam iść. Ale musiała z nim uzgodnić sprzedaż domu. Chciała go wystawić na sprzedaż, ale na razie mieszkał tam jej brat. Szybko się przebrała: 
Zeszła na dół, gdzie wszystko się odbywało. Szybko zobaczyła brata. Siedział z Michaelem, Stefanem i Koflerem. Podeszła tam zdecydowanym krokiem. 
-Karl możemy pogadać na osobności?-spojrzał na nią. Był zły, nie pochwalał tego co robi, ale nie chciał się już mieszać. 
-Możesz mówić przy nich. Nic chyba nie musi wymagać rozmowy na osobności, jeszcze do tego z tobą.-Lara usiadła obok Michaela na sofie. Otworzyła czerwona teczkę, którą miała ze sobą. 
-Więc będzie tak jak chcesz. Pierwsza rzecz to dom.-wytrzeszczył oczy.-Więc tak, masz czas do przyszłego miesiąca, żeby sobie coś znaleźć. 
-Jak ty to sobie wyobrażasz?-zapytał zakłopotany Karl. 
-Dom jest mój. Potrzebuje dużej gotówki. To jest moja jedyna opcja. Sprzedaje dom.-odpowiedziała spokojnie. Przerzuciła kartki z jakimiś wnioskami. 
-Gdzie ja mam mieszkać?
-Boże nie wiem idź do Roberty, kup sobie coś.-dalej przeglądała papiery. Chłopacy, którzy siedzieli obok przysłuchiwali się rozmowie rodzeństwa. 
-To była jedna sprawa masz ich więcej?-zapytał zdenerwowany brat. Upił łyk drinka. 
-Połowa firmy należy do mnie. Ale oddaję ci moje udziały.-podpisała coś i wręczyła bratu. Później pozbierała swoje rzeczy i poszła. Karl siedział załamany. Michael natomiast wstał i poszedł za Larą. 
   Dopiero co weszła do pokoju, a tu już ktoś puka. Otworzyła, w drzwiach stał Michi. Wszedł do środka i zamknął ich na klucz. Lara przyglądała się mu. Nie była w stanie pojąć tego co właśnie robi. Przyciągną ją do siebie. Zaczął całować. 
-Michi co robisz?-wyszeptała między pocałunkami. Było jej dobrze. Pragnęła go. Pragnęła jego bliskości, samej obecności. On pogłębiał swoje pocałunki, ona odwzajemniała. 
-Wiem, że to nie fair, ale nie mogę dłużej na to czekać.- całował ją, a ona jego. Jej sukienka leżała już w jakimś koncie. Lara ściągnęła z Michaela koszulkę. Stała przed nim w samej bieliźnie. On zrzucił niepotrzebne części garderoby. Był całkiem nagi, ona położyła mu ręce na klatce piersiowej i wbiła się w jego usta. Delikatnie opadli na hotelowe łóżko. Michael pragnął poznać każdą część jej ciała. Jego ręce były wszędzie. Zaczął całować ją delikatnie po brzuchu. Ściągną z niej resztę niepotrzebnych rzeczy i zatracili się w kolejnym namiętnym pocałunku. Chwile później poczuła go w sobie. To było jak taniec, opracowany do perfekcji. Zgrali się ze sobą i dawali sobie nawzajem mnóstwo przyjemności. Byli w niebie, które było w tym momencie tylko dla nich. Oboje chcieli, żeby ta chwila trwała wiecznie. 
  Po dawce przyjemności leżeli przytuleni do siebie. On bawił się jej włosami, ona po prostu przy nim była. Na tym jej  zależało poczuć jego ciepło. Być z nim już na zawsze. Tylko jak? On był z kimś innym. 
-Michael, jak to jest, że jesteś z Claudią?-zaskoczyła go tym pytaniem. Ona sama bała się odpowiedzi, ale było już za późno. 
-Poznaliśmy się dawno temu, ale to już nie ważne. Między nami koniec.-ucieszyła się, ale kiedy on z nią zerwał?-Teraz chcę być z tobą. 
-Dobrze.-odpowiedziała jednak trochę była zagubiona. Spojrzała na niego, on także utkwił w niej swój wzrok. 
-Dlaczego tak patrzysz?-zapytał ją. Lara wzruszyła ramionami. Złożyła na jego ustach pełen namiętności pocałunek. 
-Zwariowałam przez ciebie. Ten wyjazd był z jednej strony cudowny, a z drugiej bardzo tęskniłam. Babcia namówiła mnie do przyjazdu tutaj. Inaczej już chyba byś mnie nie zobaczył.-poczuła, że musi z nim porozmawiać. Powiedziała mu to co chciała. Ale on się nie odezwał. Uśmiechnęła się sama do siebie. Jedno z jej marzeń zostało właśnie spełnione. Była przy nim. I chciała, żeby tak było już na zawsze. W tym momencie wszystkie zmartwienia odeszły na bok. Nie liczył się nikt inny. Był tylko Michael i Lara. Lara i Michael. Tak bardzo tego pragnęła. 
  Ich błogą ciszę w jakiej spędzali swój idealny wieczór. Przerwał dzwonek telefonu. Michi dostał wiadomość. Po jej odczytaniu zrobił się trochę nerwowy. Zaczął się szybko ubierać. Bez słowa wyleciał z pokoju. Lara nie wiedziała co ma robić. 
   Dostał wiadomość, że Claudia wróciła do Zakopanego. Zostawił ją jak debil i poleciał do kobiety, do której już nic nie czuł. Lara szybko się pozbierała, i poleciała za nim. Już po chwili mogła się dowiedzieć co było takie ważne, że zostawił ją bez słowa. Momentalnie zapomniała o tym cudownym wieczorze. Zranił ją. Powiedział, że z Claudią to koniec, a teraz jest świadkiem jak się całują. Nie chciała już dłużej na to patrzeć. Uciekła do pokoju. 
   
  Następnego dnia wstała późno, była jedenasta. Może kwadrans po. Zabrała rzeczy i poszła na poranną kąpiel.  Nawet ona nie pomogła się jej odprężyć. Ubrała się: 
Wyszła na spacer. Próbowała sobie poukładać wszystko w głowie, ale jakoś ciężko jej to szło. Po dwudziestu minutach bezsensownego chodzenia, zauważyła dziewczynę, którą poznała poprzedniego dnia. 
-Lara.-krzyknęła z drugiej strony ulicy. Ona odwróciła się w jej stronę. Elka szybko przebiegła i już była obok. 
-Hej. Fajne, że na siebie wpadłyśmy.-zaczęła Lara. Brakowało jej rozmowy z kimś, kto by zrozumiał jej problemy. 
-To jak już na siebie wpadłyśmy to może mała kawa.-no i poszły. Ta mała kawa przerodziła się w cztery kawy. I trzy godziny gadania. Złapały ze sobą kontakt. Rozmawiały o wszystkim. Okazało się, że Ela ma synka w wieku pięciu lat. I było naprawdę fajnie, tylko właśnie musiała iść po  niego do przedszkola. Pożegnały się przed kawiarnią i poszły w swoje strony. Lara wróciła do hotelu. Spędziła tam cały dzień. Siedziała w swoim pokoju. Zeszła tylko na mały posiłek. Chłopacy z Austrii też tam byli.  Gdy Michael ją zobaczył natychmiast do niej podszedł. 
-Lara. Przepraszam, że wczoraj wyszedłem tak bez słowa. Ale Stefan do mnie napisał i musiałem mu pomóc.-po wysłuchaniu jego kłamstw, łzy jej poleciały. Była wściekła. Oszukał ją, tak pięknie skłamał. Szkoda, że ona znała prawdę. 
-Ok. Tylko, że ta twoja Stefan to chyba jest kobietą. I nazywa się Claudia.-wstała i poszła sobie. Była wściekła na niego, nie zwracała uwagi na nikogo. Chciała jak najszybciej uciec, gdzieś gdzie będzie bezpieczna. Rozumiała, że Michael mógłby nie poradzić sobie z zerwaniem z nią. Ale mógł jej powiedzieć prawdę. Nie była by taka zła. A on ją zaliczył i wrócił do swojej Claudii. Do swojego ciepłego gniazdka. 
  Skąd ona to wiedziała? Jedna jedyna myśl w jego głowie. Czuł się podle. Postanowił zostawić ją w spokoju i pogadać z Claudią. Poszedł nie pewnie do dziewczyny, ta pocałowała go na powitanie. On zaraz po tym usiadł i poprosił by uczyniła to samo. 
-Ja muszę ci coś powiedzieć.-zaczął od razu.-Zakochałem się w pewnej dziewczynie. 
-Co?-powiedziała cicho. Wszystko wydawało się jej żartem. Ale widząc minę swojego ukochanego, wszystko stało się jasne. Wstała i poszła. On został sam i cieszył się, bo myślał że teraz będzie z Larą. Po tej rozmowie udał się prosto do niej. 
   Kolejny raz przez niego płakała. Pakowała swoje rzeczy, chciała wyjechać. Uciec, tak nagle zaginąć. Ale zawsze coś stawało na jej drodze. Usłyszała lekkie pukanie. Poszła otworzyć, w drzwiach stał on. Tak bardzo go pragnęła, a zarazem nie chciała już nigdy widzieć na oczy. 
-Po co przyszedłeś?-rzuciła obojętnym głosem. Zabolało go. 
-Pogadać.-przepuściła go do środka. Szybko zamknęła z nim drzwi i w mgnieniu oka stała naprzeciwko. On nie wiedział jak zacząć. 
-A więc?-spytała. Chciała go pośpieszyć. Nie miała ochoty na rozmowę z nim. Chciała czegoś więcej. Chciał go na zawsze, przy sobie. 
-Przepraszam cię za to, że skłamałem. Nie chciałem, żeby tak wyszło. Po prostu ja, bałem się, że pomyślisz że chciałem cię wykorzystać.-Lara po tonie jego głosu wiedziała, że mówi prawdę. Przytuliła go nie wydobywając z siebie już, żadnego odgłosu. Usiedli na łóżku, Lara wyciągnęła gitarę. I zaczęła śpiewać piosenkę, którą napisała dla niego w Niemczech. Słuchał, bardzo dokładnie. I w pewnym momencie wstał, zabrał jej gitarę. Ona ze zdziwieniem na niego popatrzyła. On chwycił ją lekko za dłoń. 
-Zatańcz ze mną.-wstała i przytuliła się do jego klatki. Słyszała bicie jego serca. To była najlepsza muzyka jaką słyszała w życiu. Tańczyli tak zwanego "wolnego". Cały czas była w niego wtulona, on natomiast oparł brodę na jej głowie. 
-Przepraszam, ale muszę spytać. Co z Claudią? Co z nami?-jego serce biło wciąż tym samym rytmem. 
-To już naprawdę koniec.-powiedział cicho.-Pójdziemy na spacer?
-Nie. Muszę się spakować.-spojrzał na nią ze zdziwieniem. Zamówiła już bilet, chciała wrócić do domu. Tak na jakiś czas, uporządkować kilka spraw. 
-Wyjeżdżasz?
-Wracam do domu.-oznajmiła spokojnie.-Muszę uporządkować parę rzeczy. Nie jest mi łatwo, mieszkać gdzieś gdzie wszyscy, których kochałam umarli. Oddam dom w dobre ręce, odwiedzę Toniego.-powiedziała mu swoje zamiary. Nie był z tego zadowolony. Czyżby kroiła się kolejna kłótnia? Michael miał przygnębiającą minę. Larze zszedł uśmiech z twarzy. 
-I co dalej?-spytał obojętnie, usiadł na jej łóżku. Nie bardzo podobało mu się to, że wyjedzie po raz kolejny. On od razu po zawodach w Polsce miał wyjechać do Kazachstanu. Chciał być przy niej.
-Michael, ale ja tylko wracam do domu. Ty też przecież wrócisz.-wstał bez słowa i wyszedł. Nic nie powiedział. Zostawił ja, a to bolało bardziej niż słowa. Nie wiedziała jak ma się zachować.Wszystko stało się jedną, wielką chorą sprawą. 
   Wkurzył się, chciał z nią spędzić więcej czasu. On nie wracał do Austrii jechał dalej. Wiedział, że jego zachowanie było gorsze niż pięciolatka. Ich relacje były chore. Kochali się, bardzo ale cały czas się kłócili. Czemu to musiało być takie trudne? Nie mogli bez siebie żyć, a robili coś czego żadne z nich nie chciało. Lara żyła w strachu. Bała się, że znowu zostanie sama. A Michael bał się, ale on bał się że to wszystko nie będzie takie jakie by chciał, by było. Trochę to trudne, ale każde z nich miało obawy. Teraz przynajmniej, wiedzieli że coś ich jednak łączy. Bardzo silne uczucie, którego nikt nie chciał trzymać w tajemnicy. Lara wyznała mu miłość swoją piosenką. Tylko nieliczni na sali domyślali się o co chodzi. Ona w pewnym sensie poczuła się wolna. Ale co teraz? Dziewczyna postanowiła nie zmieniać swoich planów. Spakowała resztę swoich rzeczy. Zaczęła pisać piosenkę. Taka dla babci. Chciała jej zrobić niespodziankę. Nagra ją specjalnie dl niej. 
  Oddała się grze i słowom, które zalewały jej głowę. Miała wenę. Babcia z dziadkiem to teraz jedyne osoby, które ją wspierają. Po dwóch godzinach zasnęła. 
  Gdy się obudziła nie była sama w pokoju. Na jednym z foteli siedział Michi. Lara wstała i zjechała go wzrokiem. 
-Lara przepraszam.-po raz kolejny. 
-Który to już raz Michael? Mam już dość twojego przepraszam. Nie rozumiesz, że mam dość.-powiedziała cicho. On miał wrażenie, że krzyczy. Ranili siebie nawzajem. A ich miłość? Chyba nie zdawali sobie sprawy jak bardzo się kochają. Tak ich to bolało, że nie potrafili się na jej skupić. Jedno krzywdziło drugiego. Zachowaniem, słowni, albo tym że nic nie mówili. 
-Lara co mam zrobić?-spytał, miał takie smutne oczy. Tak bardzo chciała go pocieszyć. 
-Wyjdź.-sama nie wierzyła, w to co powiedziała. Po prostu, kazała mu wyjść. Ale dlaczego skoro chciała, żeby ją przytulił? Pocieszył i powiedział, że liczy się tylko ona. On posłuchał jej i wyszedł. Lara była wściekła, sama na siebie. Nie mogła zrozumieć swojego zachowania. Tak skończył się jej kolejny pechowy dzień. No może nie do końca. Bo do późnej nocy próbowała wytłumaczyć sobie swoje, własne zachowanie. Później zmęczona już płakaniem i rozmyślaniem po prostu zasnęła. 
  Dlaczego go wygoniła? Kochał ją, a teraz co znów zachowuje się jak gówniarz, i tak po prostu wychodzi. Nie walczy o nią. To tak jakby wcale jej nie kochał. Myślami wrócił do dnia kiedy ją poznał. Zapłakana, wystraszona. Rozmazany tusz, cała się trzęsła. Kiedy on się zdążył zakochać? Pokochać tak bardzo, w tak krótkim czasie. Ich miłość była pokręcona i oni oboje o tym wiedzieli. 


<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<
Witajcie!! Przepraszam, że dopiero teraz. Ale mam małe zamieszanie w życiu. Musze zajmować się babcią rehabilitacja i takie tam. Nie zawsze ma mi kto pomóc, więc późno jestem w domu. Zawaliłam szkołę. Mam dużo poprawek to także spowodowane moją chorobą. Ale jestem z 4. Wiem, że może być to trochę pokręcony rozdział, ale idziemy w dobrą stronę. Co mogę powiedzieć o 5? Będzie już tylko lepiej. Mam nadzieje, że rozdział nie jest taki zły za jakiego ja go uważam. Liczę na szczere komentarze. Pozdrawiam i do następnego :* 

  




sobota, 5 marca 2016

3. Merci

   Ona natychmiast spuściła swój wzrok. Nie mogła na niego patrzeć, bo zalewał ją rumieniec. Cały czas czuła jego wzrok. Tak się wbijał, że nawet nie musiał na niego patrzeć, żeby potwierdzić swoje uczucie. Jak to Lara połowę dania rozgrzebała, połowę zjadła i poszła.
   Siedziała w pokoju, była sama. Włożyła słuchawki w uszy i odpłynęła. Trochę rapu i człowiek jest w raju. Rzadko miała czas dla siebie. Na razie pisać nic nie musiała, więc oddała się chwili lenistwa. Przymknęła na chwilę oczy. Odpłynęła, śniąc o nim.
  Obudziła się około godziny dwudziestej. W pokoju nadal była sama. Na stole leżała kartka:
"Jesteśmy na mieście"-została sama. No super. Poprawiła trochę swoje włosy i poszła zobaczyć czy innych też nie ma. Wiedziała tylko gdzie mieszka część skoczków. Teraz stała przed pokojem Michaela, Stefana i Johana. Zapukała lekko, nikt się nie odezwał. Odwróciła już się i zrobiła pierwszy krok.
-Lara?-spytał. Tak to był Michi. Serce waliło jak oszalałe.
-Tak.-odwróciła się i w tym momencie stali twarzą, w twarz. Czuła się dziwnie dobrze, ale również czuła jak robi się czerwona.
-Coś się stało?
-Nie chciałam tylko zobaczyć, czy wszyscy poszli na miasto. Ale widzę, że ty też zostałeś.-powiedziała na jednym tchu. Odwróciła gdzieś wzrok. Patrzyła na drzwi. Byle nie na niego.
-Wejdziesz?-zaproponował. Lara lekko skinęła głową i po chwili już byli w środku. Usiadła na krześle, rozejrzała się po pokoju. Nie bardzo różnił się od tego, w którym mieszkała ona. Była trochę speszona.
-Ja... nie przeszkadzam ci?
-Ty nigdy. I tak się nudziłem.-uśmiechnął się do niej, ona odpowiedziała mu tym samym. Byli sami, marzyła o tej chwili, ale gdy to już się stało nie wiedziała co robić.
-Powinnam cię zaprosić na jakąś kawę. Za ten park.-powiedziała znacznie śmielej. Posłała mu taki uśmiech, że wpatrywał się w nią znowu. Tak intensywnie. Tak mocno, że zabrało jej tchu. Chwila sam na sam. Nachylił się trochę w jej stronę.
-Może zejdziemy teraz?-czuła jego oddech na sobie. On wariował jeszcze żadna dziewczyna nie doprowadzała go do takiego stanu. Nie znał jej, a mógłby czuł to, że mógłby zrobić dla niej wszystko. Ale nie mógł miał Claudię. I on, i ona dobrze o tym wiedzieli, nie mogli ranić siebie nawzajem i jeszcze innych wokół.
-To chodź.-wstała i spojrzała na niego. On uczynił to samo i byli w drodze na parter gdzie znajdowała się restauracja.
  Siedzieli przy stoliku, ona piła ciepłą herbatę, a on kakao. Oboje chyba się cieszyli z tego wieczoru. Prowadzili miłą rozmowę. Lara opowiedziała o sobie. Michael też dużo o sobie mówił, lubił nawijać. Lara to zauważyła.
-Przepraszam na chwilę brat dzwoni.-wstała i odeszła kawałek.-Karl co znowu?
-Jutro będę w Planicy. Mam złe przeczucia.-Lara zaśmiała się w słuchawkę. Skoro on zamierzał tu przyjechać to ona musiała zniknąć. Kochała go nad życie, ale nie mogła sobie na to pozwolić. Czuła się pod ciągłym nadzorem. Było tak po śmierci matki, a gdy zmarł jej tata to było jak choroba nie do wyleczenia. Karl nie wypuszczał jej samej z domu do sklepu.
-Do zobaczenia. Muszę kończyć. Mam pracę.-rozłączyła się. Wróciła do Michiego. Była wyraźniej smutniejsza, niż przedtem. On widział w jej oczach malujący się smutek. Kręciły się już nawet łzy.
-Co się stało?-spytał zatroskany. Znowu ktoś się przez nią zamartwiał.
-Karl, mój brat tu jutro będzie.
-Nie cieszysz się?
-Nie. Nie chcę mu się znowu tłumaczyć, co robiłam wtedy w parku. Dlaczego akurat mnie ktoś chciał zgwałcić? Nie chcę o tym gadać, a wiem że on nie odpuści tej rozmowy.-smutek przerodził się w złość. Lara była na skraju wyczerpania. Nic jej nie szło, była roztargniona. I jeszcze Michael, boże za co ona go kochała? Czy ona w ogóle go kochała? Czy to tylko zauroczenie? Nie wie tego, on tez nie. Ale nie mógł przestać na nią patrzeć. Była wszystkim czego pragnie w tym momencie. A Lara chciała skoczyć to oceanu i sobie tam żyć sama. Bez kazań brata, bez Roberty, która dalej chciała zrobić coś nie do pomyślenia. To nie było życie jakie chcieli zapewnić jej rodzice. Czy była szczęśliwa? Nie, nigdy zawsze czuła się pokrzywdzona przez los. Nie czuła się sobą. Nie w tych ubraniach jakie nosiła na co dzień i nie pod tą maską. Schowała siebie gdzieś, gdzie nigdy nie chciała być.
-Ucieknij.-to nie był taki głupi pomysł. Lara zaczęła się zastanawiać nad jego wypowiedzią. Przez chwilę pomyślała, że to głupie ale może w końcu zrobiłaby coś dla siebie.
-To nie jest taki zły pomysł.-powiedziała po namyśle. On zrobił dziwną minę. Jakby chciał powiedzieć, że żartował. Jej nie było do śmiechu. Czuła się wyczerpana potrzebowała relaksu i spokoju.
-Nie mówiłem tego na poważnie. Lara może rozmowa z Karlem nie będzie taka zła.-zapewniał ją, ale co on mógł wiedzieć.
-Nic nie wiesz Michael. On nie wypuści mnie z domu przez kolejne dwa lata. Będzie mi zakazywał wszystkiego co związane jest z opuszczaniem domu. To jest już chora obsesja.-powiedziała mu wszystko i to zgodnie z prawdą. Chociaż nigdy nie kłamała. On tak zastanawiał się nad czymś, bardzo intensywnie. Lara upiła łyk, już trochę zimniejszej herbaty. Wbiła w niego swój wzrok.
-Nie mam pojęcia co mogłabyś zrobić, ale nie uciekaj bo to akurat jest najgorsze. Możesz się zawsze wyprowadzić i zacząć pracę gdzie indziej.-rozsiał w niej ziarno nadziei. Miała nadzieje, że wykiełkuje. Potrzebowała dobrej rady. Michi jej pomógł. Musiała porozmawiać z bratem. Przede wszystkim powiedzieć mu, że da sobie radę sama. Miała w sobie moc do tego żeby zacząć wszystko na nowo.
-Dziękuję-uśmiechnęła się.-Idziemy?
-Tak.-obydwoje poszli do swoich pokoi, obydwoje zadowoleni z tej chwili. Ze wspólnie spędzonego czasu. Weszła z roztargnieniem do pokoju i wielkim uśmiechem na twarzy. Zauważyli to jej współlokatorzy, którzy wrócili już do hotelu.
-Co ty taka uśmiechnięta?-rzucił od razu Tande. Wzięła głęboki oddech i wbiła w niego intensywne spojrzenie.
-Ty tez się lepiej uśmiechnij.-weszła w głąb pokoju i usiadła na swoim łóżku.-Nie wiecie kto ma pożyczyć gitarę?-miała nadzieję, że ktoś jej użyczy jeśli w ogóle ktoś ją miał.
-Poczekaj chwilę.-wyszedł, po dosłownie pięciu minutach wrócił i trzymał instrument. Podał jej, Lara rzuciła spojrzeniem na Daniela.
-Dziękuję.-uśmiechnęła się. Miała w swoich rękach gitarę i czuła radość. Wyciągnęła z walizki zeszyt i otworzyła na jakiejś stronie. Chłopaki przyglądali jej się z zaciekawieniem. Chcieli zobaczyć i posłuchać jej. Trochę byli nawet zdziwieni. Ale nie znali jej więc jeszcze dużo rzeczy o niej nie wiedzą. Zaczęła lekko szarpać struny. Dźwięk był ukojeniem dla zmęczonych uszu. Lara po chwili zaczęła śpiewać piosenkę. Śliczną piosenkę.
  Gregor wysłał wiadomości do wszystkich skoczków. Powoli gromadzili się w pokoju. Ona nie zwracała na to uwagi. Gdy skończyła w pokoju rozbrzmiewały oklaski i głośny dźwięk dzwoniącego telefonu. To Roberta.
-Halo?!-krzyknęła Lara.
-Lara.. ja wzięłam tabletki na poronienie i krwawię. Pomóż mi!-usłyszała zapłakany głos koleżanki. Gotowała się ze złości. Nie mogła pojąć jej głupoty. Przecież mogła urodzić  i oddać dziecko. W pomieszczeniu panowała cisza.
-Nigdy ci tego nie wybaczę. To koniec naszej przyjaźni.-wykrzyczała do telefonu. I z prędkością światła wyleciała z pokoju. Zaraz stała przed drzwiami Roberty. Weszła nie zważając na nic. Rozejrzała się po pokoju ale jej tam nie było. Mogła być tylko w łazience. Otworzyła nerwowo drzwi. Leżała tam serio krwawiła ale była przytomna.
-Lara.-powiedziała widząc ją w pomieszczeniu tuż koło niej. Ale ona patrzyła na nią z taka nienawiścią.
-Nie odzywaj się do mnie. Nie ma już Lara. Pomyślałaś o Tonim, co może czuć? Pomyślałaś o tym dziecku?-krzyczała na nią. Przy nich byli już wszyscy. Ktoś dzwonił na pogotowie.
-Ale..-przerwała jej.
-Roberta nie ma ale. Jesteś zwykłą suką. Jak mogłaś to zrobić? Nienawidzę cię. To koniec naszej przyjaźni.
-To nie było dziecko Toniego, tylko Karla.-Lara zamarła. Tego się nie spodziewała. Jak oni mogli ją oszukiwać? To nie ma sensu. Wyszła po prostu wyszła. Nie chciała na nią patrzeć. Brzydziła się jej, ona była szmatą. Lara nie wierzyła w swojego pecha. To jednak może znak, że trzeba zacząć wszystko na nowo. Pomyślała, że jutro ostatni raz zobaczy brata na oczy. Nie chciała już na niego patrzeć. Lara zadawała sobie tysiąc pytań na sekundę. To ją przerosło. Wzięła długi prysznic i poszła spać.
    Rano obudziła się z dźwiękiem budzika Gregora. Otarła oczy, rozejrzała się po pomieszczeniu. Gregor szukał telefonu, żeby wyłączyć budzik. Daniela nie było w łóżku, ale za to z łazienki słychać było odgłosy porannego prysznica. Lara znalazła swój telefon, gdzie znów były nieodebrane połączenia od Karla. Nie była w stanie do niego oddzwonić i jakoś nie chciała.
-Lara nie śpisz już?-zapytał Gregor zauważając, że współlokatorka siedzi na łóżku.
-Nie twój budzik mnie obudził.Po za tym dzień dobry.-uśmiechnęła się szeroko. Miała nadzieję, że nikt dziś nie odkryje jej złego nastroju.
-Dobry.-odpowiedział. Wstał roztargniony z łóżka i zaczął walić w drzwi od łazienki.-Ej Daniel wychodź!
-Już poczekaj.-po chwili jeden wyszedł, a drugi wszedł. Lara chciała się ubrać. Wygrzebała z walizki byle co. Byle się w coś ubrać.
-Yyy...Daniel mógłbyś się na chwilę odwrócić tylko się ubiorę.-Daniel usiał tyłem do Lary. Ona nie mając nic innego wbiła się w to:
Nie czuła się dobrze. No na pewno nie w tym. Wzięła torebkę i wrzuciła do niej nerwowo telefon. Wyszła z pokoju, ale zaraz potem wróciła. Jej zdenerwowanie nie umknęło uwadze chłopaków. Rozejrzała się nerwowo. Wyszła, ale tym razem nie wróciła. Schodząc po schodach zobaczyła swojego brata. Zamarła, chciała uciec ale było za późno. Zauważył ją. 
-Lara!-krzyknął. Ona była tak zdenerwowana, że nie mogła zapanować już nad swoimi nerwami. Serce podchodziło jej go gardła. Nadal stała na schodach. Nie zrobiła, żadnego ruchu, po prostu stała. -Karl.-powiedziała jak stał już naprzeciwko jej.-Karl. 
-Coś się stało? Przeżywasz jeszcze tamto zdarzenie. Skarbie już nikt cię nie skrzywdzi. Będziesz siedziała sobie w domu. Ja na nas zarobie.-zrobił pauzę widząc jej wściekłą minę. 
-Karl nienawidzę cię. Okłamywałeś mnie. Roberta była z tobą w ciąży.-miał przestraszony wzrok. Patrzył na nią tak dziwnie. Nie potrafiła określić tego co było w jego oczach prócz strachu jaki był tam na sto procent. 
-Co robiłaś w tym parku?-zmienił temat. Zdenerwowała się. Zawsze tak robił. Odwracał wszystko o 180 stopni. Lara odwróciła się i weszła stopień wyżej, on znienacka pociągną ją za torebkę. 
-Puść mnie!-krzyknęła. On jej nie słuchał. 
  Szedł razem z przyjacielem na śniadanie. I zobaczył ją szarpała się z kimś. Od razu tam podbiegł. 
-Lara co się dzieje?-spytał. Patrzył na nią z miłością. Widząc to wszystko Karl puścił siostrę. Ona była zła, że tu została, że go posłuchała. To była najgorsza rada jaką otrzymała. 
-Nic tylko więcej nie słucham rad obcych ludzi.-Karl się uśmiechnął.-A ty się nie śmiej idioto. Wyprowadzam się i sprzedaje MÓJ dom. Więc ty lepiej też sobie coś znajdź. I zajmij się Robertą bo leży w szpitalu. Przez ciebie.-powiedziała coś czego nigdy wcześniej by nie zrobiła. Była z siebie zadowolona. Karl stał w osłupieniu. Nie dowierzał w to co powiedziała jego siostra. Ona poprawiła ubranie, lekko je gładząc, wzięła głęboki oddech i poszła w stronę pokoju. 
  Spakowała swoje rzeczy, czekała tylko na moment żeby opuścić hotel. Gdy tylko nadarzyła się okazja uciekła. Zostawiając mały list pożegnalny na stoliku. Był to moment w którym skoczkowie byli na treningach. A jej brat odwalał robotę za Lare i Robertę. Wsiadła w pierwszy lepszy samolot lecący do Niemczech. 
   Trening się skończył, kwalifikacje przebiegły pomyślnie. Gregor razem ze swoim współlokatorem wchodzili właśnie do pomieszczenia. Odłożyli swoje rzeczy. Tande od razu zwrócił uwagę na niebieską kopertę na stole. Otworzył ją. Lara pisała:
"Przepraszam ale musiałam wyjechać, jakby mój brat się pytał gdzie jestem, to powiedzcie że jak najdalej od niego. Powodzenia na zawodach. Buźka Lara." 
-Gregor patrz na to.-Daniel podał kartkę koledze. Schlieri czytał z nie dowierzaniem. W tym samym czasie Lara siedziała w samolocie, który leciał prosto do Berlina. Zostawiła wszystko za sobą. O jej wyjeździe wiedzieli już wszyscy. Karl dostawał szału. Nie rozumiał zachowania swojej siostry. Lara czuła się świetnie. Wiedziała co robi. 
   Po kilku godzinach lotu, stała na wielkim lotnisku. Wzięła taksówkę i podała adres babci. Była podekscytowana wyjazdem. I tym, że po dwudziestu latach zobaczy babcię. Nie wie dlaczego rodzice odseparowali się od dziadków, ale ona chciała ich poznać. Jedną znała, ale matka jej mamy była jej zupełnie obca. 
   Michael nie mógł się pogodzić z wyjazdem Lary. Nie mógł normalnie już funkcjonować. Zamartwiał się o nią. Dzwonił, nie odbierała. Pisał nie odpisywała. Wiedział, że da sobie radę, ale on tylko chciał wiedzieć gdzie ona jest. 
   Gdy tylko stanęła przed drzwiami domu jej babci serce jej zabiło. Zapukała nie pewnie, była już późna pora. Ktoś był w środku. Słyszała zbliżające się kroki. Drzwi otworzył mężczyzna grubo po 60. Patrzył na osobę, która zakłóciła jego spokój o tej porze. 
-Dobry wieczór.
-Może i dobry. Z kim mam przyjemność?-odpowiedział nie miło staruszek. Lara rozumiała jego zdenerwowanie. 
-Jestem Lara Routman.-po wypowiedzeniu tych trzech słów w jego oczach pojawiły się łzy. Czyli to był jej dziadek. Czuła się szczęśliwa. 
-Nathalie!! Lara nasza wnuczka!!-krzyknął głośno. Jak na swój wiek to bardzo szybko, stała koło nich już jej babcia. Wyściskała ją za wszystkie czasy.  Lara się rozemocjonowała, leciały jej łzy. Nie sądziła, że te spotkanie da jej tyle radości. 
  Karl poprosił o pomoc Michaela. Chciał, żeby ten pomógł jej znaleźć Lare. Tylko Michi nie był pewien czy Lara by tego chciała i odmówił mu. Wiedział, że gdziekolwiek teraz jest, jest szczęśliwa. 
   I tak mijały dzień za dniem, Lara mieszkała u swoich dziadków. Dowiedziała się dlaczego, nie widziała jej dwadzieścia lat. I to czego się dowiedziała, było okropne. Od jej ucieczki minęło dokładnie dziewięć miesięcy. Postanowiła, po namowach skontaktować się z kimś. Wybrała numer do Michaela. Tak bardzo chciała usłyszeć jego głos. Minęły trzy sygnały. 
-Halo. Kto mówi?-jego głos działał na nią tak samo jak kiedyś. 
-Hej Michi tu Lara.-zamarł. Lara zadzwoniła do niego. Radość go rozpierała. Minęło tyle czasu odkąd ostatni raz z nią rozmawiał. Jej głos był jak jakaś przyjemna melodia. 
-Lara. Gdzie ty jesteś?-tak bardzo chciał ją zobaczyć. Nocami nie spał, bo myślał o niej. O jej ślicznych oczach schowanych za okularami. O jej uśmiechu, o jej głosie. 
-Jestem w Berlinie. U babci.-była u babci. Czyli była bezpieczna. 
-Wrócisz kiedyś?
-Michael ja będę w...-połączenie zostało przerwane. Poleciała jej łza. On był zły, że nie zdążyła dokończyć. Tak bardzo chciała z nim teraz być wspierać go. I kochać chciała tego z całej siły. 
-Lara jeśli go kochasz, jedź do niego.-powiedziała babcia. Kto doradzi tak jak ona? Nikt babcia ma zawsze rację. Już tego samego wieczora spakowała się i zarezerwowała bilet na samolot. Leciała do Polski, do Krakowa, później będzie musiała jechać autobusem. Włożyła w futerał gitarę mamy. Rano miała wylot. Dzień spędziła z dziadkami na działce. Zmęczona położyła się spać. Czekał ją trudny dzień. A później spotkanie z miłością życia. 
   W Polsce była po południu, od razu po przylocie miała busa do Zakopanego. Te cholerne godziny leciały tak wolno, że Lara była cała w nerwach. Bała się tam jechać, ale z drugiej strony co mogła zrobić? Nie potrafiła się odkochać. Tak z dnia na dzień. Śledziła na bieżąco to co działo się na skoczni. Właśnie zaczynały się treningi. Jeśli bus dojechałby dokładnie z planem dotarłaby do Zakopanego 40 minut przed kwalifikacjami.
    Dojechała o czasie, po drodze zahaczyła o hotel. Przebrała się w coś ładniejszego niż trampki i koszula w kratę:
Pozbierała to co było jej najbardziej potrzebne. Biegła w stronę skoczni. Tak bardzo chciała już go zobaczyć. W jej głowie była myśl co zrobi jak już go zobaczy? Zniknęła na tyle czasu. Po drodze myśli zasypywały jej głowę, a gdy już tam dotarła od razu spostrzegła Daniela Andre Tande. 
-Daniel!-krzyknęła za nim. On patrzył z niedowierzaniem w jej stronę. 
-Lara!!-podbiegł do niej. 
   Usłyszał Lara. Zaczął się rozglądać po okolicy stała z Danielem. Serce biło tak szybko. Był wściekły. Ruszył w ich stronę. Brunetka go zauważyła. Stanęła za wysokim blondynem. Nie miała pojęcia, że Karl tu będzie. Był tak wściekły, że zaczęła się go bać. Ale on podszedł i zjechał ją wzrokiem po czym sobie poszedł. Nawet nie powiedział "cześć", poszedł obrażony. 
-Gdzie znajdę Austriaków?-spytała pośpiesznie. Daniel udzielił jej szybkiej odpowiedzi. Zaraz potem stała przed domkiem w którym powinien być Michael. Ale nie zapukała. Usidła na schodkach. Czekała, aż ktoś wyjdzie. Siedziała 5, 10 minut, gdy w końcu się doczekała. Drzwi się otworzyły momentalnie wstała. Na progu stał Stefan. Chwile później pojawił się i Michael. Przeżarzenie w oczach dziewczyny było ogromne. Nie wiedziała co robić. Stała zahipnotyzowana. 
-Lara, gdzie ty się podziałaś?-zaczął Stefan. Otrząsnęła się i spojrzała na niego. 
-Byłam u babci w Berlinie.-odpowiedziała i posłała mu lekki uśmiech. Rozmawiali chwilę, ale Michael wcale się  nie odezwał. 
-Hej skarbie.-kto to? Lara prawie się popłakała. Koło nich pojawiła się blondynka i pocałowała Michiego. To pewnie musiała być Claudia. Serce rozsypało się na milion kawałeczków. Nie mogła na nich patrzeć. 
-Ja wam nie będę przeszkadzać.-odwróciła się i poszła. Znalazła Daniela. Poszła z nim na kawę. Tylko z nim się dogadywała. Opowiedziała mu wszystko ze szczegółami. Wysłuchał jej. Specjalnie dla niej nie poszedł skakać w kwalifikacjach, bo występ w konkursie miał już zapewniony. 
-Zrób coś dla niego.-podpowiedział. Ale co? 
-Wiem napisałam dla niego piosenkę.-Tande kiwnął głową. I upił łyk swojej bezkofeinowej kawy.
-To jest jakiś pomysł.
-Musze ją tylko dopracować. Wiesz w jakim hotelu mieszkają?
-Stare Miasto. Czy jakoś tak.-wlepiła mu buziaka i uciekła. Co okazało się najlepsze z tej wiadomości? Mieszkali w tym samym hotelu. Lara czym prędzej wzięła się za kończenie piosenki. Daniel dodał jej skrzydeł. Była uśmiechnięta i pełna energii. Pierwsze wersy piosenki brzmiały tak: "Jesteś dla mnie wszystkim, więc odrodzę się z miłości. 
Wciąż mi zimno, bo nie mam cię, aż niebo zszarzało już"-była z niej dumna. Tylko jak mu ją zaśpiewać? Lara miała pomysł i w związku z tym była u kierownika hotelu. Przekonała go, była tak bardzo szczęśliwa. Umówili się, że on zaprosi wszystkich gości na wspólną kolację i wtedy Lara zaśpiewa piosenkę dla Michaela. Miała przygotowane już wszystko. Wszystko tylko nie strój w jakim chciała się pokazać. A zostało jej niecałe dwie godziny. Wszyscy byli już poinformowani. Potwierdzili swoje przybycie. Lara powiedziała, żeby zrobić szwedzki stół, a ona za wszystko zapłaci. Uszykowała sobie strój: 
Wyglądała ślicznie. Wzięła swoją gitarę. I zeszła po schodach. W restauracji roiło się od gości. Większość z nich to skoczkowie. Przygotowano dla Lary  wysokie krzesło oraz mikrofon. 
-A teraz mała niespodzianka. Dzisiejszego wieczoru zaśpiewa dla nas Lara Routman.-rozległy się oklaski. Lara zajęła przeznaczone dla niej miejsce. Wzięła głęboki oddech. 
-To dla pewnego chłopaka. Uratował mi życie i nie zdążyłam mu podziękować.-zadedykowała piosenkę. Odszukała go szybko wzrokiem. Był trochę zaskoczony. Zaczęła śpiewać, cały czas na niego patrząc. Koło niego siedziała jego dziewczyna bolało. Bardzo mocno bolało, ale chciała żeby wiedział co czuje. Było by idealnie choć Claudia wszystko psuła. Gdy tylko skończyła, otarła łzy których uroniła zbyt dużo. 
-Jeszcze raz ci bardzo dziękuje.-powiedziała ostatni raz i uciekła. Poleciała prosto do swojego pokoju. Oczywiście za niedługo za nią przyleciał jej brat. Był ostatnią osobą jaką chciała oglądać. 
-Lara.-zaczął niepewnie.-Ja wiedziałem, że tak będzie ty nie powinnaś w ogóle nigdzie uciekać. 
-Posłuchaj mnie gówniarzu. Co ty wiesz o życiu? Nic nie wiesz. Zostaw mnie w spokoju. I nigdy więcej się do mnie nie odzywaj!-wykrzyczała ostatnie zdanie. On ze spuszczoną głową opuścił pokój Lary. Ten dzień miał się skończyć inaczej. Ale wyszło jak wyszło. 

~Gdy zdajesz sobie sprawę, że kochasz go na zabój~


<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<
Witajcie wracam z nowym rozdziałem. Trochę spóźniony, ale jest. Lara zacznie stawiać na swoim. Pozna kogoś innego, ale to będzie wielki błąd. Więcej już w następnym rozdziale, na który zapraszam w przyszłą sobotę. Zostawiajcie komentarze i linki do swoich blogów chętnie poczytam. :) Ola Alessia 



piątek, 26 lutego 2016

2. Przypadek

  Siedziała przy swoim komputerze. Koło niej leżał stos papierów. Dziś miała swój pierwszy w życiu wywiad. Ona jej koleżanka Roberta oraz Gordon zajmowali się skokami narciarskimi. Była szczęśliwa, że ludzie w nią wierzyli. Przygotowywała pytania do wywiadu. Wiedziała tylko tyle, że będzie dwóch skoczków. Podobno byli najlepszymi przyjaciółmi. Roberta z Gordonem nic więcej jej nie powiedzieli, tylko dlatego żeby się nie rozproszyła.
-Pani zapracowana!! Może mała kawa.-przy biurku stała jej przyjaciółka, z którą w tym dniu jeszcze nie zamieniła zdania.
-Jasne.-poszły do bufetu. Zamówiły po kawie i gadały.
-Jak się trzymasz?-Roberta poruszyła temat, który chciała pominąć.
-Jakoś daje radę. Tęsknię za tatą. Ale nic nie przebije wczorajszej akcji w parku.-zaczęła jej opowiadać co się stało. Pojawiły się pojedyncze łzy. Ale była silna.
-Matko czemu nie zadzwoniłaś. Bym przyjechała posiedziała z tobą.-zmartwiła się. Lara zawsze chciała tylko jednego, żeby nikt nigdy nie zamartwiał się z jej powodu. Ale tak się nie działo. Roberta zmartwiła się. Rozmawiały chyba jeszcze z niecałe dwadzieścia minut.
-Ej dziewczyny przygotować konferencyjną.-w bufecie pojawił się Gordon.
-Tak jest szefie.-zgarnęły butelki z wodą i jakieś soki oraz cztery szklanki. Poszły wszystko przygotować. Rozstawiły sprzęt,  czyli kamerę, a nawet dwie. Roberta zajęła się nastawianiem swojego aparatu. A Lara wydrukowała sobie wcześniej przygotowane pytania oraz dyktafon. Czekała z niecierpliwością.
-Ja po nich pójdę, a ty tu poczekaj.-powiedziała Roberta. Gdy wyszła, Lara wstała i spojrzała w okno. Wpatrzyła się w górę, padał śnieg.
   -Dzień dobry. Jestem Roberta Kluz. Zapraszam do sali.-wskazała drogę. Gdy weszli Lara stała wpatrzona nie wiadomo w co.
-Lara.-gdy Roberta się odezwała. Ona się obróciła, a on stał jak wryty. Nie wierzył w to co się działo.
-A tak już wracam na ziemię. Witam panów. Nazywam się Lara Routman.-nie przyglądała się im.
-Dzień dobry. Ja jestem Stefan, a to Michael.- usłyszała Michael. Przeszedł ją dreszcz. Spojrzała na nich. To był on. Tak stała przed facetem, który uratował jej wczoraj życie. Uśmiechnęła się do nich. Raczej do niego.
-Zaczynajmy.-pospieszyła wszystko Roberta. Usiedli. Lara prowadziła pierwszy w swoim życiu wywiad. Była z siebie dumna. Starała być naturalna, ale Michael rozpraszał ją do tego stopnia, że czasami gubiła wątek rozmowy.
  Po skończonym wywiadzie, Roberta poprosiła o wspólne zdjęcie. Lara stała w środku, Stefan po jej prawej stronie, Michi po lewej razem z Gordonem. Podziękowali sobie wzajemnie, za podarowany czas. Chłopaki z Gordonem wyszli. Lara szybko pozbierała swoje papiery i wyszła z konferencyjnej. Jak niezdara wpadła na kogoś i upuściła wszystko co miała w dłoniach.
-Przepraszam najmocniej.-zaczęła zbierać szybko wszystko z podłogi.
-Nic się przecież nie stało. Pomogę ci.-spojrzała na osobę, która uklękła przy niej i jej pomagała.
-Często ostatnio mi pomagasz Michael.-zwróciła się do niego. On posłał jej tylko skromny uśmiech. Pozbierali dość szybko to co upuściła. Patrzył na nią ze współczuciem.
-Jak się masz po wczoraj?-zadał to głupie pytanie. Tego nie chciała już dziś słyszeć. Czy to było takie trudne do zrozumienia?
-Dobrze. Ale na pewno lepiej niż wczoraj.-chciała coś jeszcze powiedzieć, ale nie zdążyła bo wtrącił się Stefan.
-Michael musimy wiać trener dzwonił.-powiedział wszystko na jednym tchu.
-Jak widzisz muszę uciekać.
-Pa Michi.-rzekła. I tylko przyglądała mu się jak obchodził i znika za drzwiami windy.
   Po ośmiu godzinach pracy mogła wrócić do domu. Była zmęczona. Jeszcze nigdy nie miała tylu obowiązków. Teraz mogła się przekonać jak mógł czuć się tata. Choć on robił znacznie więcej. Jechała samochodem razem z Robertą. Była skupiona na jeździe. Panowała cisza, ale Roberta zdecydowała się ją przerwać.
-Ale on na ciebie patrzył.-Lara spojrzała na koleżankę.
-Niby kto?-udawała głupią.
-No ten Michael. Nie mów, że  nie zauważyłaś.-zirytowała się. Roberta nie wiedziała, że oni się znają.
-Jeśli mam być z tobą szczera, to on mnie wczoraj uratował w tym parku. Zawiózł mnie do domu.
-I ty mi tego wcześniej nie powiedziałaś!! Po wywiadzie byłyśmy jeszcze cztery godziny w pracy słowem się nie odezwałaś.-przyjaciółka Lary strzeliła teatralnego focha.
   Stefan razem z Michaelem właśnie  wracali z treningu. Michael zaliczył na nim dziś świetne skoki. Był z siebie zadowolony. Ciężka praca i wytrwałość zawsze przynosiły dobre rezultaty. Pakował swoje  rzeczy do samochodu. Koło niego zjawił się jego przyjaciel.
-Stary, co to była z akcja z tą laską po wywiadzie?
-Można powiedzieć, że uratowałem jej wczoraj życie.-nie przerywał czynności, które go w tym momencie pochłonęły.
-Co?
-Ktoś chciał ją zgwałcić,w tym parku niedaleko teatru.-Lara cały czas siedziała mu w głowie. Nie potrafił przestać o niej myśleć, z każdą minutą w jego życiu było jej więcej. Tak dużo, że czasem wyłączał się ze świata, który go otaczał.
  Były z Robertą w kawiarni. Złożyły zamówienia i czekały. Lara pierwszy raz od rana sprawdziła telefon. Było kilka wiadomości od Karla. Odpisała mu, żeby się nie martwił.
-Jutro wyjeżdżamy do Planicy na koniec sezonu.-odezwała się Robo, miała dość milczącej koleżanki.
-Tak wiem. Jak jedziemy?-spytała. W jej pytaniu nie było w ogóle zainteresowania. Myślała o tym co mogło się stać w tym parku, gdyby nikogo tam nie było.
-Karl załatwił nam, że jedziemy ze skoczkami. W ogóle od przyszłego sezonu zaczynamy współpracować ze AZN.-Roberta wiedziała, że Lara totalnie zlewa to co do niej mówi. Dokończyły swoje kawy. Dziewczyna zawiozła przyjaciółkę do domu i pojechała do siebie. Po wejściu położyła torbę i klucze na komodzie w przedpokoju. Weszła do kuchni i zaczęła robić sobie posiłek. Resztę wieczoru spędziła na pakowaniu się.
~Nazajutrz~
   Rano wstała bardzo wcześnie. Przyjaciółka miała być po nią o dziesiątej, a była dopiero piąta. Kręciła się po domu bez celu. Co chwila sprawdzała swoją walizkę czy niczego nie zapomniała. Była poddenerwowana. W końcu miała jechać w jednym busie z Michim. Tylko dlaczego ona myślała właśnie o nim? Dlaczego akurat musiała zainteresować się nim? Wiedziała, że to i tak nie wypali. Bo kto by się zakochał w takiej dziennikarce? Prawda i tak była, że robi coś co ją  nie interesowało. Pisała o ludziach i ich wyczynach, a ona sama chciała zrobić coś szalonego. Tylko przy bracie i swojej przyjaciółce to jest niemożliwe. Brat pilnował jej jak małego niepotrafiącego się obronić dziecka. Zabraniał jej wyjść na jakąkolwiek imprezę. Jedyne jej koleżanki to te, które poznała w redakcji. A Roberta tak ona była zdystansowana i bała się poznawać nowych ludzi. Lara wbrew pozorom była szaloną dziewczyną. Zawsze miała w sobie dużo energii. Była taką osobą, do której nie było możliwości się nie uśmiechnąć.
  Myślała dużo co by mogła zrobić, gdyby nie miała takiego brata. Z rozmyślań wyrwał ją dzwonek do drzwi. Zaplątała szczelniej szlafrok. Spojrzała kto przyszedł. To była Roberta. Otworzyła jej i uśmiechnęła się do niej.
-Hejka!-przywitała się z nią. Posłała jej uroczy uśmiech i już po chwili ściągała z siebie grubą kurtkę.
-Hej. A co ty tu robisz tak wcześnie?-Lara była zaskoczona wczesnym przybyciem Roberty. Ona rozejrzała się po salonie.
-Przepraszam, że nie zadzwoniłam, ale pokłóciłam się z Tonim.- Toni to narzeczony Roberty. Dziewczyna go nie znosiła zawsze wtrącał się w ich rozmowy. Wypowiadał się na tematy, o których nie miał żadnego pojęcia. Denerwował swoim stylem życia już nie tylko Larę, ale i wiele ludzi z ich otoczenia.
-To może zrób sobie kawy ja pójdę się ubrać.-zaproponowała przyjaciółce. Ta tylko skinęła głową. Lara zajrzała do swojej szafy. Były tam same eleganckie ubrania. W niczym nie czuła się jak ona. Zawsze czuła się jak jakaś lalunia. Zastanawiała co się stało z Larą sprzed paru lat? Jedyne na co wpadła w tej chwili to zajrzeć do pudła, w którym trzymała swoje ulubione spodnie, koszulę i wygodne buty.
Tak właśnie w tym będzie czuła się najlepiej. Zeszła na dół do swojej przyjaciółki. Ta widząc Larę, zakrztusiła się kawą.
-W coś ty się ubrała? To nie twój styl. Zachowujesz się jak jakaś zbuntowana nastolatka.-skrytykowała ją. Lara chciała usłyszeć chociaż raz, że dobrze wygląda. Ostatnio wszyscy ją krytykowali, albo byli zmartwieni jej stanem. Można było się zastanawiać, czy oni jej współczują, czy się na niej wyżywają.
-Mi się podoba.-Lara włożyła okulary, ale nie bardzo jej pasowały. Postawiła na soczewki. Przyjaciółka patrzyła na nią spod byka. Dziewczyna nie rozumiała dlaczego Roberta się tak zachowywała. Czy ona w ogóle zasługiwała na miano przyjaciółki? No właśnie chyba nie. Lara chciała sobie przypomnieć dlaczego zaczęła się z nią przyjaźnić.
-Co z tym Tonim?-przerwała ciszę.
- Jestem w ciąży.-oznajmiła tak po prostu, jakby to nic dla niej nie znaczyło.
-I ty mówisz to tak po prostu? To świetnie!!-Lara się ucieszyła. Była zadowolona. Ale dlaczego pokłóciła się z Tonim? Pewnie on nie chce tego dziecka. Tak można się po nim tego spodziewać.
-Ty nic nie rozumiesz?-Lara pokręciła przecząco głową.-Ja nie chcę tego bachora. Nie mam zamiaru siedzieć w obsranych pieluchach.-to co powiedziała Roberta wstrząsnęło dziewczyną. Jak jej przyjaciółka mogła myśleć w taki sposób.
-Roberta. Jak ty tak możesz mówić? Dziecko to najwspanialszy dowód miłości. Dlaczego tak mówisz?-nie kryła swojego oburzenia. Nie mogła powstrzymać nerwów.
-Nie mam zamiaru w wieku 25 lat rodzić dzieci a później się z nimi użerać.-wypowiedziała te słowa z taką nienawiścią, że w ogóle nie przypominała siebie.
-A co Toni na to?-ciekawe czy on też nie chciał tego dziecka?
-Toni powiedział, że jak usunę tę ciąże to mnie zabije.-szlochała.-On tego chce. Ja nie i usunę ciążę.
-Sorry Roberta, ale ja nie mam zamiaru słuchać tego więcej. Zbieraj się jedziemy.
   Były na miejscu. Lara była spięta. Jej koleżanka długo namawiała ją do zmiany stroju. Ona jednak nie zmieniła zdania zawinęła tylko koka i ruszyły. Teraz czuła się trochę inaczej. Czuła się sobą i wiedziała, że już zawsze chce czuć się tak dobrze. Zmieniając strój na bardziej młodzieżowy poczuła się odpowiednio do swojego wieku. W końcu miała 21 lat, a nie 30. Ta myśl wywołała uśmiech na jej twarzy.
  Stał i wypatrywał dziennikarek, z którymi miał podróżować. Zauważył Robertę. Natychmiast ruszył w jej kierunku. Stała ona z kimś jeszcze. Zmartwił się, że nie ma tam Lary.
-Pani Roberto.-zwrócił się do niej. To sprawiło, ze obydwie kobiety spojrzały w jego kierunku.
"Jednak jesteś"-powiedział sobie w duchu, gdy zobaczył Larę. Ale ona wyglądała inaczej tak bardziej młodo. Innymi słowy była po prostu jak dla faceta seksowna.
-W czy mogę pomóc?-spytała. Blondyn stał i nie mógł z siebie wydusić słowa. Nie zdążył już nic powiedzieć ponieważ wszystkich zawołał trener. Więc ruszyli w jego stronę.
-Witam was wszystkich. Sezon się kończy jedziemy na ostatnie zawody. Razem z nami dwie dziennikarki. Lara i Roberta. Pokarzecie się nam.-pomachały rękoma. Lara miała najładniejszy uśmiech jaki kiedykolwiek ktoś mógł widzieć. Nie schodził jej z twarzy. Roberta natomiast stała smutna. Ten dzień nie należał do jednych z najlepszych dni w jej życiu. Ale sama jest sobie winna.
  Większość drogi była za nimi. Lara co chwile musiała zerkać na telefon, bo tu pisał albo dzwonił do niej brat. W końcu nie wytrzymała i wyłączyła telefon.
-Przepraszam za ile będzie jakiś postój?-spytała trenera. Skradł jej serce swoją sympatią. Od razu się polubili.
-Za 15 minut. A coś nie tak?-nie chciała mówić o swoich problemach. I nie chciała, żeby brat do niej wydzwaniał co pięć minut. Kochała go ale to była już przesada. Wysiliła się na mały uśmiech.
-Wszystko w porządku.
-Usiądź mi tu.-pokazał na miejsce koło siebie.-Nie  znamy się za dobrze, ale widzę, że coś cię trapi.
-Dobra mam mały problem. Ale nie bardzo chcę o tym rozmawiać.-popatrzył na nią ze zrozumieniem. Wszystko było problemem. Dopiero teraz to zauważyła. Brak matki, ojca. Próba gwałtu. To było za dużo jak na nią.

  Byli na miejscu. Planica była cudowna. Nic tylko się zachwycać. To jest jej pierwszy wyjazd gdzieś bez brata od dwóch lat. Czuła wolność. Stali w wielkim hotelu. W środku było dużo ludzi. Czuła się inaczej, tak radośnie.
-Lara. Chcesz osobny pokój z Robertą, czy może chcesz brać udział w naszym małym losowaniu.
-A na czy to polega?-spytała z wielkim uśmiechem na twarzy.
-Na tym, że zgadaliśmy się z Norwegami i losujemy kartkę z numerem. Są trzy kartki z takim samym numerem. I ten kto ma taki sam numer jest ze sobą w pokoju.-wytłumaczył jej zasady. Roberta będzie zła za to, że podjęła decyzje za nie dwie. Ale ona nie chciała z nią dzielić pokoju.
-To ja chcę losować.-odparła z dużą pewnością.
-Dobra ustawcie się w szeregu.-stanęli, dołączyła do nich zdezorientowana Roberta. Każdy losował. Doszło do Lary. Niepewnie włożyła rękę do pojemnika z karteczkami.  Wyciągnęła na kartce było "3". Roberta, która stała obok wylosowała "4". Lara cieszyła się w duchu. Jej przyjaciółka chciała zabić dziecko, które nosiła pod własnym sercem. To było chore jak można tak pomyśleć. Dla brunetki, jej przyjaźń z Robo była skończona.
  Gdy losowanie się skończyło, trener stanął na środku. Nie był to Heinz, tylko Alex trener norwegów. Wywoływał numery.
-Numer trzy wystąp.-Lara chwyciła swój bagaż i wyszła przed szereg. Wraz z nią wystąpił jeszcze Gregor Schlierenzauer oraz Daniel Andre Tande. Była trochę zawiedziona, ale cieszyła się że nie trafiła n samych norwegów.
-Proszę klucz do pokoju i życzę miłego pobytu.-uśmiechną się Heinz. Ruszyliśmy naszą trójką do pokoju. Gdy byli już na miejscu, odłożyli swoje bagaże. Chłopki spojrzeli na dziewczynę, która usiadła na krześle.
-My chyba nie do końca się znamy.-oznajmił Daniel.
-Tak nie kojarzę cię za bardzo.-odparła, po czym się uśmiechnęła.
-Ja też cię nie kojarzę. Robertę tak, ale ty?-odezwał się jak dotąd milczący Gregor.
-Jestem Lara. Na razie pomagam bratu w firmie i pisze te artykuły.-spojrzała tępo w podłogę.
-Coś nie tak?-spytał Tande.
-Nie, ale wiecie to będą moje ostatnie reportaże.-uśmiechnęła się. Sama nie wiedziała co powiedziała, ale czuła, że nie będzie szczęśliwa w tym wszystkim.-Po za tym muszę się przebrać.
-Ale przed powiedz które chcesz łóżko.-wypowiedział się tym razem Gregor, po czym oparł się o ścianę.
-Jeśli mogę to chcę to przy oknie.-chłopaki skinęli głowami. Lara zaczęła nerwowo szukać czegoś na przebranie. Większość jej rzeczy była za bardzo elegancka. Jednak zawsze zabierała coś w czym czuła by się dobrze np. siedząc w domu gdy nikt nie patrzy. Ale uznała, że te rzeczy się równie fajne i nie ma się czym wstydzić.
Była i tak piękna. Podobała się sobie. Bo ile można ubierać się w białe koszule, marynarki. Chciała żyć na luzie, po swojemu. Ten sweter nosiła, jak żył jej tata, ale tylko po domu. On się wstydził tego jak się czasem ubierała. To on zmienił ją tak trochę na siłę. Patrzyła w lustro. Usłyszała pukanie. 
-Już wychodzę.-powiedziała i szybko zebrała swoje rzeczy. Otworzyła szybko drzwi. 
-Idziemy na kolację. Jemy wszyscy razem. idziesz?-wbił we mnie swoje czekoladowe oczy. Gregor... Tak był bardzo miły. Jego spojrzenie potrafiło sprawić, że nie jedna dziewczyna się pod nim roztapiała. Ale na Lare to nie działało. 
-Jasne.-odłożyła rzeczy i wyszli razem w tróję z pokoju. 
-Będziemy ostatni. Zobaczysz.-stwierdził Daniel. 
-Daniel nie musisz się silić na niemiecki. Możesz mówić do mnie po norwesku.-uśmiechnęłam się do niego. I całą drogę do restauracji spędziła na rozmowie z nim. Gregor trochę był zły, bo nie rozumiał ani słowa. A oni dobrze się dogadywali. Gdy byli na miejscu zajęli wolne miejsca. Nie było jeszcze jednej osoby. Lara zwróciła na to uwagę. Gdy już tylko zjawił się, przeprosił wszystkich za spóźnienie. I zajął ostatnie wolne miejsce. Naprzeciwko brunetki. Zobaczywszy kto siedzi naprzeciwko jego oczy zabłyszczały. Uśmiechnął się do niej najpiękniej jak potrafił. Ona natomiast... 

<<<<<<<<<<<<<<<<<
Witajcie!! Jest i drugi rozdział mama nadzieję, że się spodoba. Piszcie w komentarzach swoje opinie i do następnego!! #alessia