piątek, 26 lutego 2016

2. Przypadek

  Siedziała przy swoim komputerze. Koło niej leżał stos papierów. Dziś miała swój pierwszy w życiu wywiad. Ona jej koleżanka Roberta oraz Gordon zajmowali się skokami narciarskimi. Była szczęśliwa, że ludzie w nią wierzyli. Przygotowywała pytania do wywiadu. Wiedziała tylko tyle, że będzie dwóch skoczków. Podobno byli najlepszymi przyjaciółmi. Roberta z Gordonem nic więcej jej nie powiedzieli, tylko dlatego żeby się nie rozproszyła.
-Pani zapracowana!! Może mała kawa.-przy biurku stała jej przyjaciółka, z którą w tym dniu jeszcze nie zamieniła zdania.
-Jasne.-poszły do bufetu. Zamówiły po kawie i gadały.
-Jak się trzymasz?-Roberta poruszyła temat, który chciała pominąć.
-Jakoś daje radę. Tęsknię za tatą. Ale nic nie przebije wczorajszej akcji w parku.-zaczęła jej opowiadać co się stało. Pojawiły się pojedyncze łzy. Ale była silna.
-Matko czemu nie zadzwoniłaś. Bym przyjechała posiedziała z tobą.-zmartwiła się. Lara zawsze chciała tylko jednego, żeby nikt nigdy nie zamartwiał się z jej powodu. Ale tak się nie działo. Roberta zmartwiła się. Rozmawiały chyba jeszcze z niecałe dwadzieścia minut.
-Ej dziewczyny przygotować konferencyjną.-w bufecie pojawił się Gordon.
-Tak jest szefie.-zgarnęły butelki z wodą i jakieś soki oraz cztery szklanki. Poszły wszystko przygotować. Rozstawiły sprzęt,  czyli kamerę, a nawet dwie. Roberta zajęła się nastawianiem swojego aparatu. A Lara wydrukowała sobie wcześniej przygotowane pytania oraz dyktafon. Czekała z niecierpliwością.
-Ja po nich pójdę, a ty tu poczekaj.-powiedziała Roberta. Gdy wyszła, Lara wstała i spojrzała w okno. Wpatrzyła się w górę, padał śnieg.
   -Dzień dobry. Jestem Roberta Kluz. Zapraszam do sali.-wskazała drogę. Gdy weszli Lara stała wpatrzona nie wiadomo w co.
-Lara.-gdy Roberta się odezwała. Ona się obróciła, a on stał jak wryty. Nie wierzył w to co się działo.
-A tak już wracam na ziemię. Witam panów. Nazywam się Lara Routman.-nie przyglądała się im.
-Dzień dobry. Ja jestem Stefan, a to Michael.- usłyszała Michael. Przeszedł ją dreszcz. Spojrzała na nich. To był on. Tak stała przed facetem, który uratował jej wczoraj życie. Uśmiechnęła się do nich. Raczej do niego.
-Zaczynajmy.-pospieszyła wszystko Roberta. Usiedli. Lara prowadziła pierwszy w swoim życiu wywiad. Była z siebie dumna. Starała być naturalna, ale Michael rozpraszał ją do tego stopnia, że czasami gubiła wątek rozmowy.
  Po skończonym wywiadzie, Roberta poprosiła o wspólne zdjęcie. Lara stała w środku, Stefan po jej prawej stronie, Michi po lewej razem z Gordonem. Podziękowali sobie wzajemnie, za podarowany czas. Chłopaki z Gordonem wyszli. Lara szybko pozbierała swoje papiery i wyszła z konferencyjnej. Jak niezdara wpadła na kogoś i upuściła wszystko co miała w dłoniach.
-Przepraszam najmocniej.-zaczęła zbierać szybko wszystko z podłogi.
-Nic się przecież nie stało. Pomogę ci.-spojrzała na osobę, która uklękła przy niej i jej pomagała.
-Często ostatnio mi pomagasz Michael.-zwróciła się do niego. On posłał jej tylko skromny uśmiech. Pozbierali dość szybko to co upuściła. Patrzył na nią ze współczuciem.
-Jak się masz po wczoraj?-zadał to głupie pytanie. Tego nie chciała już dziś słyszeć. Czy to było takie trudne do zrozumienia?
-Dobrze. Ale na pewno lepiej niż wczoraj.-chciała coś jeszcze powiedzieć, ale nie zdążyła bo wtrącił się Stefan.
-Michael musimy wiać trener dzwonił.-powiedział wszystko na jednym tchu.
-Jak widzisz muszę uciekać.
-Pa Michi.-rzekła. I tylko przyglądała mu się jak obchodził i znika za drzwiami windy.
   Po ośmiu godzinach pracy mogła wrócić do domu. Była zmęczona. Jeszcze nigdy nie miała tylu obowiązków. Teraz mogła się przekonać jak mógł czuć się tata. Choć on robił znacznie więcej. Jechała samochodem razem z Robertą. Była skupiona na jeździe. Panowała cisza, ale Roberta zdecydowała się ją przerwać.
-Ale on na ciebie patrzył.-Lara spojrzała na koleżankę.
-Niby kto?-udawała głupią.
-No ten Michael. Nie mów, że  nie zauważyłaś.-zirytowała się. Roberta nie wiedziała, że oni się znają.
-Jeśli mam być z tobą szczera, to on mnie wczoraj uratował w tym parku. Zawiózł mnie do domu.
-I ty mi tego wcześniej nie powiedziałaś!! Po wywiadzie byłyśmy jeszcze cztery godziny w pracy słowem się nie odezwałaś.-przyjaciółka Lary strzeliła teatralnego focha.
   Stefan razem z Michaelem właśnie  wracali z treningu. Michael zaliczył na nim dziś świetne skoki. Był z siebie zadowolony. Ciężka praca i wytrwałość zawsze przynosiły dobre rezultaty. Pakował swoje  rzeczy do samochodu. Koło niego zjawił się jego przyjaciel.
-Stary, co to była z akcja z tą laską po wywiadzie?
-Można powiedzieć, że uratowałem jej wczoraj życie.-nie przerywał czynności, które go w tym momencie pochłonęły.
-Co?
-Ktoś chciał ją zgwałcić,w tym parku niedaleko teatru.-Lara cały czas siedziała mu w głowie. Nie potrafił przestać o niej myśleć, z każdą minutą w jego życiu było jej więcej. Tak dużo, że czasem wyłączał się ze świata, który go otaczał.
  Były z Robertą w kawiarni. Złożyły zamówienia i czekały. Lara pierwszy raz od rana sprawdziła telefon. Było kilka wiadomości od Karla. Odpisała mu, żeby się nie martwił.
-Jutro wyjeżdżamy do Planicy na koniec sezonu.-odezwała się Robo, miała dość milczącej koleżanki.
-Tak wiem. Jak jedziemy?-spytała. W jej pytaniu nie było w ogóle zainteresowania. Myślała o tym co mogło się stać w tym parku, gdyby nikogo tam nie było.
-Karl załatwił nam, że jedziemy ze skoczkami. W ogóle od przyszłego sezonu zaczynamy współpracować ze AZN.-Roberta wiedziała, że Lara totalnie zlewa to co do niej mówi. Dokończyły swoje kawy. Dziewczyna zawiozła przyjaciółkę do domu i pojechała do siebie. Po wejściu położyła torbę i klucze na komodzie w przedpokoju. Weszła do kuchni i zaczęła robić sobie posiłek. Resztę wieczoru spędziła na pakowaniu się.
~Nazajutrz~
   Rano wstała bardzo wcześnie. Przyjaciółka miała być po nią o dziesiątej, a była dopiero piąta. Kręciła się po domu bez celu. Co chwila sprawdzała swoją walizkę czy niczego nie zapomniała. Była poddenerwowana. W końcu miała jechać w jednym busie z Michim. Tylko dlaczego ona myślała właśnie o nim? Dlaczego akurat musiała zainteresować się nim? Wiedziała, że to i tak nie wypali. Bo kto by się zakochał w takiej dziennikarce? Prawda i tak była, że robi coś co ją  nie interesowało. Pisała o ludziach i ich wyczynach, a ona sama chciała zrobić coś szalonego. Tylko przy bracie i swojej przyjaciółce to jest niemożliwe. Brat pilnował jej jak małego niepotrafiącego się obronić dziecka. Zabraniał jej wyjść na jakąkolwiek imprezę. Jedyne jej koleżanki to te, które poznała w redakcji. A Roberta tak ona była zdystansowana i bała się poznawać nowych ludzi. Lara wbrew pozorom była szaloną dziewczyną. Zawsze miała w sobie dużo energii. Była taką osobą, do której nie było możliwości się nie uśmiechnąć.
  Myślała dużo co by mogła zrobić, gdyby nie miała takiego brata. Z rozmyślań wyrwał ją dzwonek do drzwi. Zaplątała szczelniej szlafrok. Spojrzała kto przyszedł. To była Roberta. Otworzyła jej i uśmiechnęła się do niej.
-Hejka!-przywitała się z nią. Posłała jej uroczy uśmiech i już po chwili ściągała z siebie grubą kurtkę.
-Hej. A co ty tu robisz tak wcześnie?-Lara była zaskoczona wczesnym przybyciem Roberty. Ona rozejrzała się po salonie.
-Przepraszam, że nie zadzwoniłam, ale pokłóciłam się z Tonim.- Toni to narzeczony Roberty. Dziewczyna go nie znosiła zawsze wtrącał się w ich rozmowy. Wypowiadał się na tematy, o których nie miał żadnego pojęcia. Denerwował swoim stylem życia już nie tylko Larę, ale i wiele ludzi z ich otoczenia.
-To może zrób sobie kawy ja pójdę się ubrać.-zaproponowała przyjaciółce. Ta tylko skinęła głową. Lara zajrzała do swojej szafy. Były tam same eleganckie ubrania. W niczym nie czuła się jak ona. Zawsze czuła się jak jakaś lalunia. Zastanawiała co się stało z Larą sprzed paru lat? Jedyne na co wpadła w tej chwili to zajrzeć do pudła, w którym trzymała swoje ulubione spodnie, koszulę i wygodne buty.
Tak właśnie w tym będzie czuła się najlepiej. Zeszła na dół do swojej przyjaciółki. Ta widząc Larę, zakrztusiła się kawą.
-W coś ty się ubrała? To nie twój styl. Zachowujesz się jak jakaś zbuntowana nastolatka.-skrytykowała ją. Lara chciała usłyszeć chociaż raz, że dobrze wygląda. Ostatnio wszyscy ją krytykowali, albo byli zmartwieni jej stanem. Można było się zastanawiać, czy oni jej współczują, czy się na niej wyżywają.
-Mi się podoba.-Lara włożyła okulary, ale nie bardzo jej pasowały. Postawiła na soczewki. Przyjaciółka patrzyła na nią spod byka. Dziewczyna nie rozumiała dlaczego Roberta się tak zachowywała. Czy ona w ogóle zasługiwała na miano przyjaciółki? No właśnie chyba nie. Lara chciała sobie przypomnieć dlaczego zaczęła się z nią przyjaźnić.
-Co z tym Tonim?-przerwała ciszę.
- Jestem w ciąży.-oznajmiła tak po prostu, jakby to nic dla niej nie znaczyło.
-I ty mówisz to tak po prostu? To świetnie!!-Lara się ucieszyła. Była zadowolona. Ale dlaczego pokłóciła się z Tonim? Pewnie on nie chce tego dziecka. Tak można się po nim tego spodziewać.
-Ty nic nie rozumiesz?-Lara pokręciła przecząco głową.-Ja nie chcę tego bachora. Nie mam zamiaru siedzieć w obsranych pieluchach.-to co powiedziała Roberta wstrząsnęło dziewczyną. Jak jej przyjaciółka mogła myśleć w taki sposób.
-Roberta. Jak ty tak możesz mówić? Dziecko to najwspanialszy dowód miłości. Dlaczego tak mówisz?-nie kryła swojego oburzenia. Nie mogła powstrzymać nerwów.
-Nie mam zamiaru w wieku 25 lat rodzić dzieci a później się z nimi użerać.-wypowiedziała te słowa z taką nienawiścią, że w ogóle nie przypominała siebie.
-A co Toni na to?-ciekawe czy on też nie chciał tego dziecka?
-Toni powiedział, że jak usunę tę ciąże to mnie zabije.-szlochała.-On tego chce. Ja nie i usunę ciążę.
-Sorry Roberta, ale ja nie mam zamiaru słuchać tego więcej. Zbieraj się jedziemy.
   Były na miejscu. Lara była spięta. Jej koleżanka długo namawiała ją do zmiany stroju. Ona jednak nie zmieniła zdania zawinęła tylko koka i ruszyły. Teraz czuła się trochę inaczej. Czuła się sobą i wiedziała, że już zawsze chce czuć się tak dobrze. Zmieniając strój na bardziej młodzieżowy poczuła się odpowiednio do swojego wieku. W końcu miała 21 lat, a nie 30. Ta myśl wywołała uśmiech na jej twarzy.
  Stał i wypatrywał dziennikarek, z którymi miał podróżować. Zauważył Robertę. Natychmiast ruszył w jej kierunku. Stała ona z kimś jeszcze. Zmartwił się, że nie ma tam Lary.
-Pani Roberto.-zwrócił się do niej. To sprawiło, ze obydwie kobiety spojrzały w jego kierunku.
"Jednak jesteś"-powiedział sobie w duchu, gdy zobaczył Larę. Ale ona wyglądała inaczej tak bardziej młodo. Innymi słowy była po prostu jak dla faceta seksowna.
-W czy mogę pomóc?-spytała. Blondyn stał i nie mógł z siebie wydusić słowa. Nie zdążył już nic powiedzieć ponieważ wszystkich zawołał trener. Więc ruszyli w jego stronę.
-Witam was wszystkich. Sezon się kończy jedziemy na ostatnie zawody. Razem z nami dwie dziennikarki. Lara i Roberta. Pokarzecie się nam.-pomachały rękoma. Lara miała najładniejszy uśmiech jaki kiedykolwiek ktoś mógł widzieć. Nie schodził jej z twarzy. Roberta natomiast stała smutna. Ten dzień nie należał do jednych z najlepszych dni w jej życiu. Ale sama jest sobie winna.
  Większość drogi była za nimi. Lara co chwile musiała zerkać na telefon, bo tu pisał albo dzwonił do niej brat. W końcu nie wytrzymała i wyłączyła telefon.
-Przepraszam za ile będzie jakiś postój?-spytała trenera. Skradł jej serce swoją sympatią. Od razu się polubili.
-Za 15 minut. A coś nie tak?-nie chciała mówić o swoich problemach. I nie chciała, żeby brat do niej wydzwaniał co pięć minut. Kochała go ale to była już przesada. Wysiliła się na mały uśmiech.
-Wszystko w porządku.
-Usiądź mi tu.-pokazał na miejsce koło siebie.-Nie  znamy się za dobrze, ale widzę, że coś cię trapi.
-Dobra mam mały problem. Ale nie bardzo chcę o tym rozmawiać.-popatrzył na nią ze zrozumieniem. Wszystko było problemem. Dopiero teraz to zauważyła. Brak matki, ojca. Próba gwałtu. To było za dużo jak na nią.

  Byli na miejscu. Planica była cudowna. Nic tylko się zachwycać. To jest jej pierwszy wyjazd gdzieś bez brata od dwóch lat. Czuła wolność. Stali w wielkim hotelu. W środku było dużo ludzi. Czuła się inaczej, tak radośnie.
-Lara. Chcesz osobny pokój z Robertą, czy może chcesz brać udział w naszym małym losowaniu.
-A na czy to polega?-spytała z wielkim uśmiechem na twarzy.
-Na tym, że zgadaliśmy się z Norwegami i losujemy kartkę z numerem. Są trzy kartki z takim samym numerem. I ten kto ma taki sam numer jest ze sobą w pokoju.-wytłumaczył jej zasady. Roberta będzie zła za to, że podjęła decyzje za nie dwie. Ale ona nie chciała z nią dzielić pokoju.
-To ja chcę losować.-odparła z dużą pewnością.
-Dobra ustawcie się w szeregu.-stanęli, dołączyła do nich zdezorientowana Roberta. Każdy losował. Doszło do Lary. Niepewnie włożyła rękę do pojemnika z karteczkami.  Wyciągnęła na kartce było "3". Roberta, która stała obok wylosowała "4". Lara cieszyła się w duchu. Jej przyjaciółka chciała zabić dziecko, które nosiła pod własnym sercem. To było chore jak można tak pomyśleć. Dla brunetki, jej przyjaźń z Robo była skończona.
  Gdy losowanie się skończyło, trener stanął na środku. Nie był to Heinz, tylko Alex trener norwegów. Wywoływał numery.
-Numer trzy wystąp.-Lara chwyciła swój bagaż i wyszła przed szereg. Wraz z nią wystąpił jeszcze Gregor Schlierenzauer oraz Daniel Andre Tande. Była trochę zawiedziona, ale cieszyła się że nie trafiła n samych norwegów.
-Proszę klucz do pokoju i życzę miłego pobytu.-uśmiechną się Heinz. Ruszyliśmy naszą trójką do pokoju. Gdy byli już na miejscu, odłożyli swoje bagaże. Chłopki spojrzeli na dziewczynę, która usiadła na krześle.
-My chyba nie do końca się znamy.-oznajmił Daniel.
-Tak nie kojarzę cię za bardzo.-odparła, po czym się uśmiechnęła.
-Ja też cię nie kojarzę. Robertę tak, ale ty?-odezwał się jak dotąd milczący Gregor.
-Jestem Lara. Na razie pomagam bratu w firmie i pisze te artykuły.-spojrzała tępo w podłogę.
-Coś nie tak?-spytał Tande.
-Nie, ale wiecie to będą moje ostatnie reportaże.-uśmiechnęła się. Sama nie wiedziała co powiedziała, ale czuła, że nie będzie szczęśliwa w tym wszystkim.-Po za tym muszę się przebrać.
-Ale przed powiedz które chcesz łóżko.-wypowiedział się tym razem Gregor, po czym oparł się o ścianę.
-Jeśli mogę to chcę to przy oknie.-chłopaki skinęli głowami. Lara zaczęła nerwowo szukać czegoś na przebranie. Większość jej rzeczy była za bardzo elegancka. Jednak zawsze zabierała coś w czym czuła by się dobrze np. siedząc w domu gdy nikt nie patrzy. Ale uznała, że te rzeczy się równie fajne i nie ma się czym wstydzić.
Była i tak piękna. Podobała się sobie. Bo ile można ubierać się w białe koszule, marynarki. Chciała żyć na luzie, po swojemu. Ten sweter nosiła, jak żył jej tata, ale tylko po domu. On się wstydził tego jak się czasem ubierała. To on zmienił ją tak trochę na siłę. Patrzyła w lustro. Usłyszała pukanie. 
-Już wychodzę.-powiedziała i szybko zebrała swoje rzeczy. Otworzyła szybko drzwi. 
-Idziemy na kolację. Jemy wszyscy razem. idziesz?-wbił we mnie swoje czekoladowe oczy. Gregor... Tak był bardzo miły. Jego spojrzenie potrafiło sprawić, że nie jedna dziewczyna się pod nim roztapiała. Ale na Lare to nie działało. 
-Jasne.-odłożyła rzeczy i wyszli razem w tróję z pokoju. 
-Będziemy ostatni. Zobaczysz.-stwierdził Daniel. 
-Daniel nie musisz się silić na niemiecki. Możesz mówić do mnie po norwesku.-uśmiechnęłam się do niego. I całą drogę do restauracji spędziła na rozmowie z nim. Gregor trochę był zły, bo nie rozumiał ani słowa. A oni dobrze się dogadywali. Gdy byli na miejscu zajęli wolne miejsca. Nie było jeszcze jednej osoby. Lara zwróciła na to uwagę. Gdy już tylko zjawił się, przeprosił wszystkich za spóźnienie. I zajął ostatnie wolne miejsce. Naprzeciwko brunetki. Zobaczywszy kto siedzi naprzeciwko jego oczy zabłyszczały. Uśmiechnął się do niej najpiękniej jak potrafił. Ona natomiast... 

<<<<<<<<<<<<<<<<<
Witajcie!! Jest i drugi rozdział mama nadzieję, że się spodoba. Piszcie w komentarzach swoje opinie i do następnego!! #alessia 


piątek, 19 lutego 2016

1. Damy radę!

   Zadzwoniła do brata. Nadal była roztrzęsiona. To co się stało tylko pogorszyło jej stan. Michael był przy niej cały czas. Nie wiedział, że przeszła o wiele więcej niż ta próba gwałtu. Widział w jej oczach strach. Widział go mimo hektolitrom wylanych łez. Była na skraju wytrzymałości, o tym też wiedział jej zachowanie mówiło wszystko.
-Za ile będzie tu twój brat?-spytał. Wiedział, że dziewczyna długo już tam nie wytrzyma. A Lara nie była w stanie odpowiedzieć.-Daj telefon.
-Masz.-podała mu go. Zadzwonił pod numer jej brata. Minęły trzy sygnały, myślał że już nie odbierze, a jednak.
-Lara?
-Nie. Ja jestem Michael Haybock. Jestem w parku, w którym ktoś próbował ja.... W każdym razie długo ci to zejdzie, bo Lara jest w fatalnym stanie?-dopytywał się Michi. Był mróz, dziewczyna w ogóle nie kontaktowała. Siedziała tylko załamana.
-Dziękuję ci, że z nią siedzisz. Ale ja nie dam rady tam przyjechać. Powiedziałem jej i ona wie, że nie ma takiej możliwości.-Michael nie mógł powstrzymać nerwów. Wściekł się.
-Słuchaj twoją siostrę ktoś chciał zgwałcić, a ty masz ją w dupie i nawet po nią nie przyjedziesz!?-krzyczał do słuchawki telefonu. Nie wiedział o niczym, więc powiedział co myśli.
-Posłuchaj uważnie. Jestem w Australii, Lara dobrze o ty wie. Nie ma takiej możliwości żebym w najbliższym czasie wrócił do miasta. Proszę odwieź ją do domu.-Michael zakodował adres, który podał mu brat Lary. Po rozmowie zapisał numer jej brata w swoim telefonie. Usiadł koło niej na ławce. Spojrzała na niego. Uspokoiła się już trochę. Dobrze wiedziała, że brat powiedział mu wszystko.
-Masz.-podał jej telefon. Schowała go kieszeni w kurtce. Nie wiedziała jak się zachować. Patrzyła przed siebie, na małe płatki śniegu. Sama czuła się jak ten płatek. Lot fajny i przyjemny. Potem nagle opada i ktoś ją depcze. Na koniec nic z niej nie zostaje, topnieje.
-Dziękuję, że się mną zainteresowałeś. A przepraszam za to, że mogłam ci od razu powiedzieć, że on nie przyjedzie. Karl przejął firmę po tacie. Musi być teraz w Australii.-powiedziała spokojnym tonem. Wiedziała, że musi być silna, i dać sobie ze wszystkim rade.
-Odwiozę cię do domu.-wstał i podał jej rękę. Podniosła się z jego pomocą.-Niedaleko mam samochód. Dasz radę dojść?-po jej spojrzeniu, zrozumiał, że to pytanie było głupie jak na obecną sytuację. Szli w ciszy gdy Lara coś zobaczyła.
-Ja dalej nie idę.-stanęła. On zobaczył jakiegoś typka. Złapał ją za rękę.
-Ze mną jesteś. On nic ci nie zrobi.-niepewnie stawiała kolejne kroki. A on dalej ja trzymał. Przechodząc koło człowieka, który próbował skrzywdzić Lare, zmierzył go wzrokiem.
"Ten człowiek, ma taki obleśny typ urody. Nawet za dnia pewnie się go boją."- myślał Michael prowadząc dziewczynę do auta.
   Byli już pod jej domem. Lara spojrzała w stronę wielkiej willi. Zawsze uważała swój dom, za coś do czego może wrócić. Gdzie zostanie przyjęta z otwartymi ramionami. Teraz nie było tam nikogo. Myśl, że znowu spędzi tam sama noc, była dołująca.
-Michael, dziękuję ci za wszystko. Gdyby nie ty, on by mnie złapał.-utkwiła wzrok w świecącą latarnie. Spłynęła jej łza. Było jej ciężko, Michi wszystko rozumiał.
-Nie ma za co. Pewnie inni postąpili by tak samo.-spojrzał na nią. Ona otarła łzę.
-Dziękuję.-rzekła ostatni raz, po czy wysiadła z samochodu. Szybko przemknęła do domu. On odjechał dopiero, gdy zobaczył palące się światło.
  Zobaczyła, że odjechał. Była zmęczona, rozebrała się i udała pod prysznic. Pozwalała by ciepła woda swobodnie opadała na jej ciało. Zawsze brała ciepły prysznic, gdy chciała o czym zapomnieć. W tej chwili było dużo takich rzeczy. Co gorsza jutro miała zacząć prace. Musiała się uspokoić. Będzie pracowała co prawda w redakcji, którą przeją jej brat po tacie, ale tak czy siak zżerały ją nerwy. Karl wiedział, że nie powinien teraz dawać jej na głowę tyle obowiązków, ale nie mieli wyjścia.
  Gdy wyszła spod prysznica udała się do kuchni. Zrobiła ciepłe kakao, takie jakie robiła jej kiedyś babcia. Usiadła w salonie na kanapie i włączyła telewizor. Skakała z kanału na kanał, aż w końcu znalazła coś co ją interesowało. Mianowicie był to program o oceanach i żyjących tam zwierzętach i roślinach. Badanie mórz i oceanów było jej marzeniem od czasu gdy pierwszy raz zobaczyła taki właśnie program. Niebieska papugoryba, to właśnie ona zwróciła jej uwagę. Piękna niebieska ryba. 
  Myślała własnie jak to by było zanurzyć się w głębinach oceanu. Myślenie doprowadziło ją do głębokiego snu. 
  Rano obudziły ja poranne wiadomości. Spojrzała na zegarek, była szósta. Wstała z sofy na, której przespała całą noc i poszła zaparzyć kawę. W między czasie sprawdziła swój telefon. Były nieodebrane połączenia od Karla. Oddzwoniła do niego. 
-Lara jak się czujesz?-spytał zatroskany. 
-Dobrze, właśnie parzę kawę. I zbieram się do pracy.-powiedziała dość przekonującym głosem. Chciała by brat się nie stresował, i załatwił wszystkie sprawy jak trzeba. 
-Nie musisz iść, jeśli nie chcesz.
-Karl dam radę. Zajmę się pracą to przynajmniej na chwilę zapomnę  o tym co mnie dręczy. Lepiej ty też zajmij się pracą.-przekonywała go. 
-Dobrze, ale jeśli coś będzie nie tak dzwoń do mnie. Kocham cię. Pa.
-Pa.-odłożyła telefon. Nalała sobie kawy i utkwiła wzrok w odbiornik. Pokazywali pogodę na najbliższy tydzień. Miał padać śnieg oraz zapowiadali niezły mróz. Pierwsza myśl w jej głowie to, to że w końcu pójdzie na stok. No ale teraz musiała iść do pracy. Ubrała się o tak: 
Wsiadła w swój mały samochód i ruszyła. Jechała taka samą trasą jak zazwyczaj, gdy odwiedzała tatę w pracy. Nigdy nie natknęła się tam na korki. Po drodze zajechała do cukierni, w której lubiła przesiadywać ze swoją przyjaciółką Robertą. Od dzisiaj razem pracowały. Roberta robiła zdjęcia na ich portal internetowy. Firma zajmowała się pisaniem reportaży sportowych. Każdy miał swojego partnera oraz dziedzinę sportu, o której pisał. Praca wiązała się z wyjazdami, dlatego Karl był teraz w Australii. 
 Kupiła cztery ptysie i po kawie Robercie jej i dwóm innym koleżankom. Była podekscytowana nowym zajęciem w jej życiu. Choć w głowie nadal jej siedziało wczorajsze wydarzenie. 


<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<
Hejka jestem z pierwszym rozdziałem!! Mam nadzieję, że się spodoba. Długo nad nim siedziałam. Osobiście jestem z niego dumna :) miłego czytania i wyczekujcie kolejnego rozdziału. Pozdrawiam Ola :) #alessia 


niedziela, 14 lutego 2016

PROLOG

     Szła parkiem. Jedynym towarzyszem była jej łza spływająca po policzku. Nadal nie mogła pojąć jak to się stało. W jednej chwili zawalił jej się cały świat. Była w tak młodym wieku. Przeszła w życiu wiele złego. Najpierw straciła matkę, czyli wszystko czego potrzebuje trzyletnia dziewczynka. Pamięta tylko, że mama leżała i się nie ruszała. Teraz nie chce o tym pamiętać. Zrobiła wszystko by ona i jej młodszy o rok brat nie czuł pustki. Teraz zostali sami. Bez najmniejszego wsparcia. Nie mają na świecie już nikogo, prócz siebie  nawzajem.
     Usiadła na zasypanej śniegiem ławce. Zaczęła płakać, ludzie przechodzący obok patrzyli się na nią jak na wariatkę. Ona czuła złość i smutek. Złość, bo nie dopilnowała ojca, a smutek bo go straciła. Odszedł człowiek, który był dla niej autorytetem. Inni ludzie byli by załamani po śmierci, wybranki swego życia. On jednak się nie poddał, bo wiedział, że ma jeszcze dzieci, które go kochają. Wychował je najlepiej jak umiał. Starał się z całych sił, żeby nie były rozpuszczone i wiedziały co tak naprawdę liczy się w życiu. Nauczył ich co to miłość, troska o innego człowieka i najważniejszego, żeby nigdy nie zapominać o tych którzy oddali by za nich życie.
    Wstała. Spojrzała przed siebie. Zaciągnęła się mroźnym powietrzem.
-Dam radę. Dla Karla. Dam radę.-powiedziała głośno. Kiwnęła głową.
-Dasz radę?-usłyszała za sobą. Bała się.-To jak dasz radę zrobić mi i sobie przyjemność?-złapał ją za ręce. Stała spanikowana. Trzymał ją mocno.
-Puść mnie!!-zaczęła krzyczeć, gdy zrozumiała w jakiej sytuacji się znalazła.

  Szedł parkiem. Był zły nie mógł pojąć, dlaczego po tylu latach wspólnego życia go zostawiła. Była nie sprawiedliwa. Stanął i zakrył twarz rękoma. Było już późno. Dawno zrobiło się ciemno. Padał gęsty śnieg.
-Pomocy!!-usłyszał przeraźliwy krzyk. Rozejrzał się po parku, lecz nikogo nie widział.-Nie...
-Stój!!!-krzyki były coraz bardziej słyszalne. Nagle zobaczył biegnącą dziewczynę. Za nią biegł ktoś jeszcze. Ona wpadła na niego. Trzymał ją w swoich silnych ramionach. Facet, który za nią biegł znikł. Ona dyszała. Była cała roztrzęsiona. Nie była w stanie nic powiedzieć. Patrzyła ze strachem na Mężczyznę, do którego się przytulała.
-Może usiądziemy.-kiwnęła głową. Zaprowadził ją. Usiedli.
-Dziękuję.-wydusiła z siebie.
-Nic nie zrobiłem.-powiedział prawie niesłyszalnie, jednak ona słyszał.
-Gdyby Pana tu nie było, to nie wiem co on by mi zrobił.-spojrzała na niego. Leciały jej łzy nie mogła ich opanować.
-Nie pan, Michael jestem.-uśmiechnął się do niej. Co wywołało podobny gest, tylko trochę pozbawiony uczuć.
-Lara.-przedstawiła się, i podała mu swą dłoń.



<<<<<<<<<<
Jest prolog!! Zapraszam do komentowania. Mam nadzieję że się spodoba. Kródko, ale konkretnie. Pierwszy rozdział będzie dłuższy o wiele dłuższy. Pozdrawiam. :)  #alessia

Bohaterowie :)

1. Lara- 21 lat. Niemka mieszkająca w Austrii.



















2.Michael Hayböck- 24 lata. Skoczek narciarski z Austrii.
















I inni :)