Siedziała w pokoju, była sama. Włożyła słuchawki w uszy i odpłynęła. Trochę rapu i człowiek jest w raju. Rzadko miała czas dla siebie. Na razie pisać nic nie musiała, więc oddała się chwili lenistwa. Przymknęła na chwilę oczy. Odpłynęła, śniąc o nim.
Obudziła się około godziny dwudziestej. W pokoju nadal była sama. Na stole leżała kartka:
"Jesteśmy na mieście"-została sama. No super. Poprawiła trochę swoje włosy i poszła zobaczyć czy innych też nie ma. Wiedziała tylko gdzie mieszka część skoczków. Teraz stała przed pokojem Michaela, Stefana i Johana. Zapukała lekko, nikt się nie odezwał. Odwróciła już się i zrobiła pierwszy krok.
-Lara?-spytał. Tak to był Michi. Serce waliło jak oszalałe.
-Tak.-odwróciła się i w tym momencie stali twarzą, w twarz. Czuła się dziwnie dobrze, ale również czuła jak robi się czerwona.
-Coś się stało?
-Nie chciałam tylko zobaczyć, czy wszyscy poszli na miasto. Ale widzę, że ty też zostałeś.-powiedziała na jednym tchu. Odwróciła gdzieś wzrok. Patrzyła na drzwi. Byle nie na niego.
-Wejdziesz?-zaproponował. Lara lekko skinęła głową i po chwili już byli w środku. Usiadła na krześle, rozejrzała się po pokoju. Nie bardzo różnił się od tego, w którym mieszkała ona. Była trochę speszona.
-Ja... nie przeszkadzam ci?
-Ty nigdy. I tak się nudziłem.-uśmiechnął się do niej, ona odpowiedziała mu tym samym. Byli sami, marzyła o tej chwili, ale gdy to już się stało nie wiedziała co robić.
-Powinnam cię zaprosić na jakąś kawę. Za ten park.-powiedziała znacznie śmielej. Posłała mu taki uśmiech, że wpatrywał się w nią znowu. Tak intensywnie. Tak mocno, że zabrało jej tchu. Chwila sam na sam. Nachylił się trochę w jej stronę.
-Może zejdziemy teraz?-czuła jego oddech na sobie. On wariował jeszcze żadna dziewczyna nie doprowadzała go do takiego stanu. Nie znał jej, a mógłby czuł to, że mógłby zrobić dla niej wszystko. Ale nie mógł miał Claudię. I on, i ona dobrze o tym wiedzieli, nie mogli ranić siebie nawzajem i jeszcze innych wokół.
-To chodź.-wstała i spojrzała na niego. On uczynił to samo i byli w drodze na parter gdzie znajdowała się restauracja.
Siedzieli przy stoliku, ona piła ciepłą herbatę, a on kakao. Oboje chyba się cieszyli z tego wieczoru. Prowadzili miłą rozmowę. Lara opowiedziała o sobie. Michael też dużo o sobie mówił, lubił nawijać. Lara to zauważyła.
-Przepraszam na chwilę brat dzwoni.-wstała i odeszła kawałek.-Karl co znowu?
-Jutro będę w Planicy. Mam złe przeczucia.-Lara zaśmiała się w słuchawkę. Skoro on zamierzał tu przyjechać to ona musiała zniknąć. Kochała go nad życie, ale nie mogła sobie na to pozwolić. Czuła się pod ciągłym nadzorem. Było tak po śmierci matki, a gdy zmarł jej tata to było jak choroba nie do wyleczenia. Karl nie wypuszczał jej samej z domu do sklepu.
-Do zobaczenia. Muszę kończyć. Mam pracę.-rozłączyła się. Wróciła do Michiego. Była wyraźniej smutniejsza, niż przedtem. On widział w jej oczach malujący się smutek. Kręciły się już nawet łzy.
-Co się stało?-spytał zatroskany. Znowu ktoś się przez nią zamartwiał.
-Karl, mój brat tu jutro będzie.
-Nie cieszysz się?
-Nie. Nie chcę mu się znowu tłumaczyć, co robiłam wtedy w parku. Dlaczego akurat mnie ktoś chciał zgwałcić? Nie chcę o tym gadać, a wiem że on nie odpuści tej rozmowy.-smutek przerodził się w złość. Lara była na skraju wyczerpania. Nic jej nie szło, była roztargniona. I jeszcze Michael, boże za co ona go kochała? Czy ona w ogóle go kochała? Czy to tylko zauroczenie? Nie wie tego, on tez nie. Ale nie mógł przestać na nią patrzeć. Była wszystkim czego pragnie w tym momencie. A Lara chciała skoczyć to oceanu i sobie tam żyć sama. Bez kazań brata, bez Roberty, która dalej chciała zrobić coś nie do pomyślenia. To nie było życie jakie chcieli zapewnić jej rodzice. Czy była szczęśliwa? Nie, nigdy zawsze czuła się pokrzywdzona przez los. Nie czuła się sobą. Nie w tych ubraniach jakie nosiła na co dzień i nie pod tą maską. Schowała siebie gdzieś, gdzie nigdy nie chciała być.
-Ucieknij.-to nie był taki głupi pomysł. Lara zaczęła się zastanawiać nad jego wypowiedzią. Przez chwilę pomyślała, że to głupie ale może w końcu zrobiłaby coś dla siebie.
-To nie jest taki zły pomysł.-powiedziała po namyśle. On zrobił dziwną minę. Jakby chciał powiedzieć, że żartował. Jej nie było do śmiechu. Czuła się wyczerpana potrzebowała relaksu i spokoju.
-Nie mówiłem tego na poważnie. Lara może rozmowa z Karlem nie będzie taka zła.-zapewniał ją, ale co on mógł wiedzieć.
-Nic nie wiesz Michael. On nie wypuści mnie z domu przez kolejne dwa lata. Będzie mi zakazywał wszystkiego co związane jest z opuszczaniem domu. To jest już chora obsesja.-powiedziała mu wszystko i to zgodnie z prawdą. Chociaż nigdy nie kłamała. On tak zastanawiał się nad czymś, bardzo intensywnie. Lara upiła łyk, już trochę zimniejszej herbaty. Wbiła w niego swój wzrok.
-Nie mam pojęcia co mogłabyś zrobić, ale nie uciekaj bo to akurat jest najgorsze. Możesz się zawsze wyprowadzić i zacząć pracę gdzie indziej.-rozsiał w niej ziarno nadziei. Miała nadzieje, że wykiełkuje. Potrzebowała dobrej rady. Michi jej pomógł. Musiała porozmawiać z bratem. Przede wszystkim powiedzieć mu, że da sobie radę sama. Miała w sobie moc do tego żeby zacząć wszystko na nowo.
-Dziękuję-uśmiechnęła się.-Idziemy?
-Tak.-obydwoje poszli do swoich pokoi, obydwoje zadowoleni z tej chwili. Ze wspólnie spędzonego czasu. Weszła z roztargnieniem do pokoju i wielkim uśmiechem na twarzy. Zauważyli to jej współlokatorzy, którzy wrócili już do hotelu.
-Co ty taka uśmiechnięta?-rzucił od razu Tande. Wzięła głęboki oddech i wbiła w niego intensywne spojrzenie.
-Ty tez się lepiej uśmiechnij.-weszła w głąb pokoju i usiadła na swoim łóżku.-Nie wiecie kto ma pożyczyć gitarę?-miała nadzieję, że ktoś jej użyczy jeśli w ogóle ktoś ją miał.
-Poczekaj chwilę.-wyszedł, po dosłownie pięciu minutach wrócił i trzymał instrument. Podał jej, Lara rzuciła spojrzeniem na Daniela.
-Dziękuję.-uśmiechnęła się. Miała w swoich rękach gitarę i czuła radość. Wyciągnęła z walizki zeszyt i otworzyła na jakiejś stronie. Chłopaki przyglądali jej się z zaciekawieniem. Chcieli zobaczyć i posłuchać jej. Trochę byli nawet zdziwieni. Ale nie znali jej więc jeszcze dużo rzeczy o niej nie wiedzą. Zaczęła lekko szarpać struny. Dźwięk był ukojeniem dla zmęczonych uszu. Lara po chwili zaczęła śpiewać piosenkę. Śliczną piosenkę.
Gregor wysłał wiadomości do wszystkich skoczków. Powoli gromadzili się w pokoju. Ona nie zwracała na to uwagi. Gdy skończyła w pokoju rozbrzmiewały oklaski i głośny dźwięk dzwoniącego telefonu. To Roberta.
-Halo?!-krzyknęła Lara.
-Lara.. ja wzięłam tabletki na poronienie i krwawię. Pomóż mi!-usłyszała zapłakany głos koleżanki. Gotowała się ze złości. Nie mogła pojąć jej głupoty. Przecież mogła urodzić i oddać dziecko. W pomieszczeniu panowała cisza.
-Nigdy ci tego nie wybaczę. To koniec naszej przyjaźni.-wykrzyczała do telefonu. I z prędkością światła wyleciała z pokoju. Zaraz stała przed drzwiami Roberty. Weszła nie zważając na nic. Rozejrzała się po pokoju ale jej tam nie było. Mogła być tylko w łazience. Otworzyła nerwowo drzwi. Leżała tam serio krwawiła ale była przytomna.
-Lara.-powiedziała widząc ją w pomieszczeniu tuż koło niej. Ale ona patrzyła na nią z taka nienawiścią.
-Nie odzywaj się do mnie. Nie ma już Lara. Pomyślałaś o Tonim, co może czuć? Pomyślałaś o tym dziecku?-krzyczała na nią. Przy nich byli już wszyscy. Ktoś dzwonił na pogotowie.
-Ale..-przerwała jej.
-Roberta nie ma ale. Jesteś zwykłą suką. Jak mogłaś to zrobić? Nienawidzę cię. To koniec naszej przyjaźni.
-To nie było dziecko Toniego, tylko Karla.-Lara zamarła. Tego się nie spodziewała. Jak oni mogli ją oszukiwać? To nie ma sensu. Wyszła po prostu wyszła. Nie chciała na nią patrzeć. Brzydziła się jej, ona była szmatą. Lara nie wierzyła w swojego pecha. To jednak może znak, że trzeba zacząć wszystko na nowo. Pomyślała, że jutro ostatni raz zobaczy brata na oczy. Nie chciała już na niego patrzeć. Lara zadawała sobie tysiąc pytań na sekundę. To ją przerosło. Wzięła długi prysznic i poszła spać.
Rano obudziła się z dźwiękiem budzika Gregora. Otarła oczy, rozejrzała się po pomieszczeniu. Gregor szukał telefonu, żeby wyłączyć budzik. Daniela nie było w łóżku, ale za to z łazienki słychać było odgłosy porannego prysznica. Lara znalazła swój telefon, gdzie znów były nieodebrane połączenia od Karla. Nie była w stanie do niego oddzwonić i jakoś nie chciała.
-Lara nie śpisz już?-zapytał Gregor zauważając, że współlokatorka siedzi na łóżku.
-Nie twój budzik mnie obudził.Po za tym dzień dobry.-uśmiechnęła się szeroko. Miała nadzieję, że nikt dziś nie odkryje jej złego nastroju.
-Dobry.-odpowiedział. Wstał roztargniony z łóżka i zaczął walić w drzwi od łazienki.-Ej Daniel wychodź!
-Już poczekaj.-po chwili jeden wyszedł, a drugi wszedł. Lara chciała się ubrać. Wygrzebała z walizki byle co. Byle się w coś ubrać.
-Yyy...Daniel mógłbyś się na chwilę odwrócić tylko się ubiorę.-Daniel usiał tyłem do Lary. Ona nie mając nic innego wbiła się w to:
Nie czuła się dobrze. No na pewno nie w tym. Wzięła torebkę i wrzuciła do niej nerwowo telefon. Wyszła z pokoju, ale zaraz potem wróciła. Jej zdenerwowanie nie umknęło uwadze chłopaków. Rozejrzała się nerwowo. Wyszła, ale tym razem nie wróciła. Schodząc po schodach zobaczyła swojego brata. Zamarła, chciała uciec ale było za późno. Zauważył ją.
-Lara!-krzyknął. Ona była tak zdenerwowana, że nie mogła zapanować już nad swoimi nerwami. Serce podchodziło jej go gardła. Nadal stała na schodach. Nie zrobiła, żadnego ruchu, po prostu stała. -Karl.-powiedziała jak stał już naprzeciwko jej.-Karl.
-Coś się stało? Przeżywasz jeszcze tamto zdarzenie. Skarbie już nikt cię nie skrzywdzi. Będziesz siedziała sobie w domu. Ja na nas zarobie.-zrobił pauzę widząc jej wściekłą minę.
-Karl nienawidzę cię. Okłamywałeś mnie. Roberta była z tobą w ciąży.-miał przestraszony wzrok. Patrzył na nią tak dziwnie. Nie potrafiła określić tego co było w jego oczach prócz strachu jaki był tam na sto procent.
-Co robiłaś w tym parku?-zmienił temat. Zdenerwowała się. Zawsze tak robił. Odwracał wszystko o 180 stopni. Lara odwróciła się i weszła stopień wyżej, on znienacka pociągną ją za torebkę.
-Puść mnie!-krzyknęła. On jej nie słuchał.
Szedł razem z przyjacielem na śniadanie. I zobaczył ją szarpała się z kimś. Od razu tam podbiegł.
-Lara co się dzieje?-spytał. Patrzył na nią z miłością. Widząc to wszystko Karl puścił siostrę. Ona była zła, że tu została, że go posłuchała. To była najgorsza rada jaką otrzymała.
-Nic tylko więcej nie słucham rad obcych ludzi.-Karl się uśmiechnął.-A ty się nie śmiej idioto. Wyprowadzam się i sprzedaje MÓJ dom. Więc ty lepiej też sobie coś znajdź. I zajmij się Robertą bo leży w szpitalu. Przez ciebie.-powiedziała coś czego nigdy wcześniej by nie zrobiła. Była z siebie zadowolona. Karl stał w osłupieniu. Nie dowierzał w to co powiedziała jego siostra. Ona poprawiła ubranie, lekko je gładząc, wzięła głęboki oddech i poszła w stronę pokoju.
Spakowała swoje rzeczy, czekała tylko na moment żeby opuścić hotel. Gdy tylko nadarzyła się okazja uciekła. Zostawiając mały list pożegnalny na stoliku. Był to moment w którym skoczkowie byli na treningach. A jej brat odwalał robotę za Lare i Robertę. Wsiadła w pierwszy lepszy samolot lecący do Niemczech.
Trening się skończył, kwalifikacje przebiegły pomyślnie. Gregor razem ze swoim współlokatorem wchodzili właśnie do pomieszczenia. Odłożyli swoje rzeczy. Tande od razu zwrócił uwagę na niebieską kopertę na stole. Otworzył ją. Lara pisała:
"Przepraszam ale musiałam wyjechać, jakby mój brat się pytał gdzie jestem, to powiedzcie że jak najdalej od niego. Powodzenia na zawodach. Buźka Lara."
-Gregor patrz na to.-Daniel podał kartkę koledze. Schlieri czytał z nie dowierzaniem. W tym samym czasie Lara siedziała w samolocie, który leciał prosto do Berlina. Zostawiła wszystko za sobą. O jej wyjeździe wiedzieli już wszyscy. Karl dostawał szału. Nie rozumiał zachowania swojej siostry. Lara czuła się świetnie. Wiedziała co robi.
Po kilku godzinach lotu, stała na wielkim lotnisku. Wzięła taksówkę i podała adres babci. Była podekscytowana wyjazdem. I tym, że po dwudziestu latach zobaczy babcię. Nie wie dlaczego rodzice odseparowali się od dziadków, ale ona chciała ich poznać. Jedną znała, ale matka jej mamy była jej zupełnie obca.
Michael nie mógł się pogodzić z wyjazdem Lary. Nie mógł normalnie już funkcjonować. Zamartwiał się o nią. Dzwonił, nie odbierała. Pisał nie odpisywała. Wiedział, że da sobie radę, ale on tylko chciał wiedzieć gdzie ona jest.
Gdy tylko stanęła przed drzwiami domu jej babci serce jej zabiło. Zapukała nie pewnie, była już późna pora. Ktoś był w środku. Słyszała zbliżające się kroki. Drzwi otworzył mężczyzna grubo po 60. Patrzył na osobę, która zakłóciła jego spokój o tej porze.
-Dobry wieczór.
-Może i dobry. Z kim mam przyjemność?-odpowiedział nie miło staruszek. Lara rozumiała jego zdenerwowanie.
-Jestem Lara Routman.-po wypowiedzeniu tych trzech słów w jego oczach pojawiły się łzy. Czyli to był jej dziadek. Czuła się szczęśliwa.
-Nathalie!! Lara nasza wnuczka!!-krzyknął głośno. Jak na swój wiek to bardzo szybko, stała koło nich już jej babcia. Wyściskała ją za wszystkie czasy. Lara się rozemocjonowała, leciały jej łzy. Nie sądziła, że te spotkanie da jej tyle radości.
Karl poprosił o pomoc Michaela. Chciał, żeby ten pomógł jej znaleźć Lare. Tylko Michi nie był pewien czy Lara by tego chciała i odmówił mu. Wiedział, że gdziekolwiek teraz jest, jest szczęśliwa.
I tak mijały dzień za dniem, Lara mieszkała u swoich dziadków. Dowiedziała się dlaczego, nie widziała jej dwadzieścia lat. I to czego się dowiedziała, było okropne. Od jej ucieczki minęło dokładnie dziewięć miesięcy. Postanowiła, po namowach skontaktować się z kimś. Wybrała numer do Michaela. Tak bardzo chciała usłyszeć jego głos. Minęły trzy sygnały.
-Halo. Kto mówi?-jego głos działał na nią tak samo jak kiedyś.
-Hej Michi tu Lara.-zamarł. Lara zadzwoniła do niego. Radość go rozpierała. Minęło tyle czasu odkąd ostatni raz z nią rozmawiał. Jej głos był jak jakaś przyjemna melodia.
-Lara. Gdzie ty jesteś?-tak bardzo chciał ją zobaczyć. Nocami nie spał, bo myślał o niej. O jej ślicznych oczach schowanych za okularami. O jej uśmiechu, o jej głosie.
-Jestem w Berlinie. U babci.-była u babci. Czyli była bezpieczna.
-Wrócisz kiedyś?
-Michael ja będę w...-połączenie zostało przerwane. Poleciała jej łza. On był zły, że nie zdążyła dokończyć. Tak bardzo chciała z nim teraz być wspierać go. I kochać chciała tego z całej siły.
-Lara jeśli go kochasz, jedź do niego.-powiedziała babcia. Kto doradzi tak jak ona? Nikt babcia ma zawsze rację. Już tego samego wieczora spakowała się i zarezerwowała bilet na samolot. Leciała do Polski, do Krakowa, później będzie musiała jechać autobusem. Włożyła w futerał gitarę mamy. Rano miała wylot. Dzień spędziła z dziadkami na działce. Zmęczona położyła się spać. Czekał ją trudny dzień. A później spotkanie z miłością życia.
W Polsce była po południu, od razu po przylocie miała busa do Zakopanego. Te cholerne godziny leciały tak wolno, że Lara była cała w nerwach. Bała się tam jechać, ale z drugiej strony co mogła zrobić? Nie potrafiła się odkochać. Tak z dnia na dzień. Śledziła na bieżąco to co działo się na skoczni. Właśnie zaczynały się treningi. Jeśli bus dojechałby dokładnie z planem dotarłaby do Zakopanego 40 minut przed kwalifikacjami.Dojechała o czasie, po drodze zahaczyła o hotel. Przebrała się w coś ładniejszego niż trampki i koszula w kratę:
Pozbierała to co było jej najbardziej potrzebne. Biegła w stronę skoczni. Tak bardzo chciała już go zobaczyć. W jej głowie była myśl co zrobi jak już go zobaczy? Zniknęła na tyle czasu. Po drodze myśli zasypywały jej głowę, a gdy już tam dotarła od razu spostrzegła Daniela Andre Tande.
-Daniel!-krzyknęła za nim. On patrzył z niedowierzaniem w jej stronę.
-Lara!!-podbiegł do niej.
Usłyszał Lara. Zaczął się rozglądać po okolicy stała z Danielem. Serce biło tak szybko. Był wściekły. Ruszył w ich stronę. Brunetka go zauważyła. Stanęła za wysokim blondynem. Nie miała pojęcia, że Karl tu będzie. Był tak wściekły, że zaczęła się go bać. Ale on podszedł i zjechał ją wzrokiem po czym sobie poszedł. Nawet nie powiedział "cześć", poszedł obrażony.
-Gdzie znajdę Austriaków?-spytała pośpiesznie. Daniel udzielił jej szybkiej odpowiedzi. Zaraz potem stała przed domkiem w którym powinien być Michael. Ale nie zapukała. Usidła na schodkach. Czekała, aż ktoś wyjdzie. Siedziała 5, 10 minut, gdy w końcu się doczekała. Drzwi się otworzyły momentalnie wstała. Na progu stał Stefan. Chwile później pojawił się i Michael. Przeżarzenie w oczach dziewczyny było ogromne. Nie wiedziała co robić. Stała zahipnotyzowana.
-Lara, gdzie ty się podziałaś?-zaczął Stefan. Otrząsnęła się i spojrzała na niego.
-Byłam u babci w Berlinie.-odpowiedziała i posłała mu lekki uśmiech. Rozmawiali chwilę, ale Michael wcale się nie odezwał.
-Hej skarbie.-kto to? Lara prawie się popłakała. Koło nich pojawiła się blondynka i pocałowała Michiego. To pewnie musiała być Claudia. Serce rozsypało się na milion kawałeczków. Nie mogła na nich patrzeć.
-Ja wam nie będę przeszkadzać.-odwróciła się i poszła. Znalazła Daniela. Poszła z nim na kawę. Tylko z nim się dogadywała. Opowiedziała mu wszystko ze szczegółami. Wysłuchał jej. Specjalnie dla niej nie poszedł skakać w kwalifikacjach, bo występ w konkursie miał już zapewniony.
-Zrób coś dla niego.-podpowiedział. Ale co?
-Wiem napisałam dla niego piosenkę.-Tande kiwnął głową. I upił łyk swojej bezkofeinowej kawy.
-To jest jakiś pomysł.
-Musze ją tylko dopracować. Wiesz w jakim hotelu mieszkają?
-Stare Miasto. Czy jakoś tak.-wlepiła mu buziaka i uciekła. Co okazało się najlepsze z tej wiadomości? Mieszkali w tym samym hotelu. Lara czym prędzej wzięła się za kończenie piosenki. Daniel dodał jej skrzydeł. Była uśmiechnięta i pełna energii. Pierwsze wersy piosenki brzmiały tak: "Jesteś dla mnie wszystkim, więc odrodzę się z miłości.
Wciąż mi zimno, bo nie mam cię, aż niebo zszarzało już"-była z niej dumna. Tylko jak mu ją zaśpiewać? Lara miała pomysł i w związku z tym była u kierownika hotelu. Przekonała go, była tak bardzo szczęśliwa. Umówili się, że on zaprosi wszystkich gości na wspólną kolację i wtedy Lara zaśpiewa piosenkę dla Michaela. Miała przygotowane już wszystko. Wszystko tylko nie strój w jakim chciała się pokazać. A zostało jej niecałe dwie godziny. Wszyscy byli już poinformowani. Potwierdzili swoje przybycie. Lara powiedziała, żeby zrobić szwedzki stół, a ona za wszystko zapłaci. Uszykowała sobie strój:
Wyglądała ślicznie. Wzięła swoją gitarę. I zeszła po schodach. W restauracji roiło się od gości. Większość z nich to skoczkowie. Przygotowano dla Lary wysokie krzesło oraz mikrofon.
-A teraz mała niespodzianka. Dzisiejszego wieczoru zaśpiewa dla nas Lara Routman.-rozległy się oklaski. Lara zajęła przeznaczone dla niej miejsce. Wzięła głęboki oddech.
-To dla pewnego chłopaka. Uratował mi życie i nie zdążyłam mu podziękować.-zadedykowała piosenkę. Odszukała go szybko wzrokiem. Był trochę zaskoczony. Zaczęła śpiewać, cały czas na niego patrząc. Koło niego siedziała jego dziewczyna bolało. Bardzo mocno bolało, ale chciała żeby wiedział co czuje. Było by idealnie choć Claudia wszystko psuła. Gdy tylko skończyła, otarła łzy których uroniła zbyt dużo.
-Jeszcze raz ci bardzo dziękuje.-powiedziała ostatni raz i uciekła. Poleciała prosto do swojego pokoju. Oczywiście za niedługo za nią przyleciał jej brat. Był ostatnią osobą jaką chciała oglądać.
-Lara.-zaczął niepewnie.-Ja wiedziałem, że tak będzie ty nie powinnaś w ogóle nigdzie uciekać.
-Posłuchaj mnie gówniarzu. Co ty wiesz o życiu? Nic nie wiesz. Zostaw mnie w spokoju. I nigdy więcej się do mnie nie odzywaj!-wykrzyczała ostatnie zdanie. On ze spuszczoną głową opuścił pokój Lary. Ten dzień miał się skończyć inaczej. Ale wyszło jak wyszło.
~Gdy zdajesz sobie sprawę, że kochasz go na zabój~
<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<
Witajcie wracam z nowym rozdziałem. Trochę spóźniony, ale jest. Lara zacznie stawiać na swoim. Pozna kogoś innego, ale to będzie wielki błąd. Więcej już w następnym rozdziale, na który zapraszam w przyszłą sobotę. Zostawiajcie komentarze i linki do swoich blogów chętnie poczytam. :) Ola Alessia



Ej no! Jak to pozna kogoś innego? Dobrze, że uprzedzasz, przygotuję się jakos do tego :P
OdpowiedzUsuńRozdział miód malina! Perełka!
Roberta jest dziwna, ale że to było dziecko Karla? Kobieto! Jak ty wszystko komplikujesz! Ale przynajmniej nie wiadomo czego można się spodziewać w kolejnym i to jest fajne,
Michael. Zostawię go dziś bez komentarza. No przecież na kilometr widać że on i Lara coś ten teges!
Lara, jak to Lara. Ma pod górkę. Pomysł z piosenką świetny!
Weny! Do zobaczenia w sobotę :*
Ola
Dziękuję ale to nie będzie nikt kto zawróci jej w głowie. Mam plan na to opowiadanie i na razie się go trzymam także bardzo dziękuję :* i zapraszam w sobotę
UsuńHej :)
OdpowiedzUsuńNadrobiłam u Ciebie wszystko wpadając tak przypadkiem i chyba się zakochałam ;p Twoja historia jest na prawdę piękna, czytałam już wiele blogów, ale ten w szczególny sposób mnie wzruszył (zaznaczając przy tym, że ja z reguły nie płacze ). Mega mi się podoba i liczę na to, że wpadniesz też do mnie :) oczywiście nie wyobrażam sobie, że mogło by Cię nie być!
Buziaki kochana i dużo weny <3
Ps. Informuje mnie proszę o nowościach ;)
www.wystarczytylkochciec.blogspot.com
Dziękuję za miłe słowa i na pewno do ciebie wpadnę również weny :) :*
UsuńHej :) zapraszamy NS rozdział 1 <3
Usuńwww.wystarczytylkochciec.blogspot.com
Witaj :)
OdpowiedzUsuńRozdział supcio. I ten pomysł z piosenką - słodko <3
Ciekawe dlaczego Lara nie poznałam szybciej dziadków...
Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdzialiku :) Buźki i weny kochana :D
PS zapraszam do mnie, mam nadzieje ze zostaniesz na dłużej :)
http://nie--poddawaj--sie.blogspot.com/?m=1
Super rozdział. Bardzo podoba mi się to opowiadanie.Czekam na kolejny rozdział ;) Zapraszam też do mnie - opowiadanie o Domenie P.: domenprevc.blogspot.com
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :**
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń