środa, 23 marca 2016

5. Nowy dzień

   Dzień wyjazdu przyszedł szybko. Noc zleciała, jak z bicza trzasł. Lara nie czuła się śpiąca, lecz lekko zmęczona. Co wynikało z jej długiego, wieczornego płaczu. Zastanawiała się czy na pewno chce wyjechać. Michael nie chciał, żeby jechała. A ona nie chciała, żeby on był zły. Za bardzo go kochała. Cały czas nie mogła się zdecydować. Dlatego wzięła długą odprężającą kąpiel. Ubrała się:
Chwilę jeszcze, nie miała pojęcia co robić. Chciała pogadać z Michim, tylko czy on by jej wysłuchał. Nie miała innego pomysłu. To musiało w jakimś sensie pomóc. Lara musiała wrócić do domu. 
  Poszła do recepcji, w celu dopytania się, gdzie znajdzie pokój swego ukochanego. Schodząc po schodach, minęła się ze swoim bratem. Karl uśmiechnął się do niej lekko. Było jej miło, to jedyny od dłuższego czasu gest z jego strony. Powędrowała za nim wzrokiem. Chwile później znikł w drzwiach, prawdopodobnie swojego pokoju. 
-Przepraszam mogłabym się dowiedzieć, jaki pokój zajmuje Michael Hayboeck?-spytała z sympatią w głosie. Uśmiechnęła się uroczo. 
-Nie udzielamy takich informacji. To poufne.-odpowiedziała chłodno recepcjonistka. Lara zjechała ją wzrokiem. Bez namysłu skierowała się ku baru. Usiadła na jednym z krzeseł. Przyglądała się pracy barmana. 
-Podać coś?-spytał z uśmiechem na twarzy. Wydawał się miłym chłopkiem. Miał około dziewiętnastu lat. Wysoki szatyn z ciemnymi oczami. 
-Nie. Ale wiesz co możesz mi pomóc?-zrobiła błagalne oczy. 
-O co chodzi?-zapytał. Nie ukrywał swojej ciekawości. 
-Możesz się dowiedzieć, w którym pokoju jest Michi Hayboeck?-miała przepełniony nadzieją głos. Tak bardzo chciała go zobaczyć. Usłyszeć jego głos, poczuć jego usta. Dotknąć, i być już przy nim na zawsze. 
-Sama go o to spytaj. Idzie tu.-Lara skierowała wzrok na wejście. Szedł ze Stefanem. Gdy ich oczy się spotkały, przepełniła ich wielka radość. Lara siedziała i miała tak wielki uśmiech. Taki uśmiech jaki miała, gdy mama przychodziła po nią do przedszkola. Z radości poleciała jej łza. 
  Była taka słodka. Nie mógł uwierzyć, myślał że wyjechała. A tymczasem siedziała przy barze. Taka piękna. Wyglądała jak mała dziewczynka. Bezbronna i urocza. Podszedł do niej, zostawiając przyjaciela. Ona wstała, spojrzała mu w oczy. 
-Myślałem, że wyjechałaś.-chwycił jej twarz. 
-Pieprze wyjazd.-powiedziała. Miała poważna, a zarazem przyjazną minę. Czuła do niego coś wyjątkowego. On czuł to samo, ale nie umieli tego do końca pokazać. 
-Pięknie wyglądasz. -szepną jej do ucha. Zaśmiała się uroczo. 
   Tym czasem do baru przychodzili inni skoczkowie. Lara z Michaelem, rozmawiali. Dziewczyna nie potrafiła, nie być uśmiechniętą. Do tego Michael często doprowadzał do jej najszczerszego śmiechu. Wyglądali razem jak ludzie, którzy nie widzieli się wieki i opowiadali swoje historie. W sumie trochę tak było. Lara mówiła o tym co przydarzyło się jej w Niemczech. Mianowicie siedziała w parku i pisała piosenkę. Tak, tą piosenkę, którą zaśpiewała Michiemu. Zaczęła śpiewać jej fragment, koło niej stało kilkanaście osób. Wśród nich był pewien człowiek, który złożył Larze pewną propozycję. Facet był z wytwórni i chciał nagrać płytę Lary. On zgodziła się tylko przemyśleć ofertę. 
  Michael po wysłuchaniu jej opowieści, spojrzał na nią z powagą. Dziewczyna się trochę wystraszyła. 
-To może być twoja życiowa szansa.-uśmiechnęła się i uderzyła go lekko w bark. 
-Wiem, ale nie chcę się w to bawić.-odpowiedziała mu była całkowicie poważna. Spojrzał na nią spod byka. 
-Dlaczego?
-Nie mogę. Teraz muszę całkowicie skupić się na pewnej sprawie. Muszę sprzedać dom. Zająć się czymś co teraz, wymaga ode mnie totalnego skupienia.-rozmowa z miłej i luźnej zeszła na poważne tematy.  Rozmawiali długo. Lara opowiedziała ukochanemu na co potrzebuje pieniędzy. Zaoferował jej swoją pomoc.Była mu za to wdzięczna. 
  Rozeszli się w swoje strony. Umawiając się wcześniej na kolację. Michi siedział ze Stefanem w ich pokoju. Chłopak próbował zrozumieć co robi jego przyjaciel, ale nie mógł zrozumieć. Nadal nie rozumiał jak mógł zostawić długoletnią partnerkę, dla kogoś niemalże obcego. 
-Michael powiedz mi, ale tak szczerze czujesz coś do niej?-rozpoczął rozmowę. Michael usiadł wygodnie i spojrzał na Krafta. 
-Jak bym nie czuł nie rozstał bym się z Claudią.-odrzekł. Bawił się sznurkiem od spodni.-Ona jest kimś wyjątkowym. Wtedy jak ją uratowałem, odwiozłem ją do domu. Czekałem, aż wejdzie, i gdy dopiero zobaczyłem palące się światło odjechałem. Bałem się, że nie wytrzyma psychicznie. Moje roztargnienie, to wszystko przez nią. Tak bardzo mnie do niej ciągnie. Tak bardzo chcę mieć ją przy sobie. Nie wiem co do niej czuje. Nie potrafię, nie umiem tego opisać słowami. 
-Stary, ja myślałem, że to tak na chwilę. Myślałem, że przelecisz i wrócisz do Claudii.-wyjechał ze swoją głupią gadką. W pewnym sensie jego słowa uraziły Michela.  A co jeśli on miał rację? Nie, nie mógł jej mieć. To co było między nimi było czymś cudnym. 
-Dobra koniec gadania chodź na trening.-Michi zmienił temat. Zaraz spakowani poszli na skocznie. Po oficjalnym treningu miał być konkurs. Lara postanowiła się tam wybrać. Ale nie miała biletu. I już nie było możliwości go nabyć. Jej jedyna deska ratunku to Daniel. Szybko wybrała do niego numer. 
-Lara co jest?-rzucił szybko. 
-Potrzebuje wejściówki na zawody.-domyśliła się, że nie może zabierać mu dużo czasu, więc przeszła do sedna. 
-Ok za 30 będę na ciebie czekał, przy wejściu. Teraz muszę już kończyć. Pa.-rozłączył się. Lara ubrała kurtkę, wzięła telefon i wyleciała z hotelu jak z procy. Zdążyła na czas. Daniel już na nią czekał. Przywitali się buziakiem w policzka. 
-Boże dziękuję ci. Jesteś najlepszy. 
-Pogadamy później muszę lecieć, bo trener mnie zabije.-pobiegł w stronę norweskiego domku. Dziewczyna ruszyła na poszukiwania. Szukała wszędzie swojego przystojniaka. Zauważyła go w małym tłumie fanek. Podeszła do nich.
-Mogę prosić o autograf.-podsunęła mu jakąś kartkę. 
-Jasne.-podpisał, i oddał. Nie patrzył nawet, takie zamieszanie, że nie zwracał uwagi na to komu co daje.
-To może teraz mała kawa.-uśmiechnął się. Spojrzał na nią. 
-Wszędzie poznam twój głos, Lara.-wszystkie dziewczyny, "fanki" przyglądały się im. Niektórym na twarzy malowała się złość, inne się uśmiechały. Chłopak chwycił ją za rękę. Razem udali się w miejsce gdzie pierwszy raz zasmakowali swoich ust. 
-I co mi powiesz?-zaczął blondyn. 
-A co mam powiedzieć?
-Skąd masz taką wejściówkę?
-Od Daniela.-odpowiedziała, i lekko się uśmiechnęła. 
-Będę zazdrosny.-przybliżył się do niej. Dzieliły ich milimetry. 
-Chciałam ci zrobić niespodziankę.-powiedziała cicho. On chciał ją pocałować. Ona położyła mu rękę na ramieniu. 
-Już rano mi ją zrobiłaś.-mówili do siebie szeptem. 
-MICHAEL!!-rozległ się głośny krzyk Fettnera. 
-Chyba obowiązki wzywają.-uśmiechnęła się zalotnie. Ruszyła ku trybun, gdzie dzięki przyjacielowi miała zapewnione miejsca. Kibicowała wszystkim, bardzo spodobała się jej atmosfera na skoczni. Tylu kibiców jeszcze nie widziała. Była zadowolona ze swojej decyzji. Nie poleciała do domu. Została tu i to był strzał w dziesiątkę. 
 Przyszła kolej na Michaela. Lara mocno zacisnęła kciuki. To co się stało było nie do opisania. Wygrał zawody i był taki radosny. Lara czuła się również radośnie. Koło Michaela na podium staną jego przyjaciel Stefan oraz Peter Prevc. Dziewczyna po wręczeniu nagród wpadła wprost w objęcia blondyna. Tyle osób na nich patrzyło. Ale nie bardzo się tym przejęli. 
-Gratuluje.-wyszeptała mu do ucha. 
-To dzięki tobie.-odpowiedział uśmiechnął się tak szczerze. Lara trzymała cały swój świat w rękach. W mocnym uścisku. 
-Dla ciebie mógłbym przynieść gwiazdkę z nieba.
-Nie musisz obiecywać mi gwiazd z nieba. Wystarczy mi, że będziesz ze mną na nie patrzył.-złapał ja za rękę i odeszli. Michael poprosił Stefana, by ten zabrał jego rzeczy do hotelu. A on razem z Larą poszli na spacer. Szli ulicami Zakopanego. Ich romantyczną chwilę przerwał telefon. Do Michaela. 
-Hej mamuś.-dziewczyna słysząc te słowa, nagle zrobiła się trochę smutna.-Tak kocham cię bardzo. Do zobaczenia.-poleciały jej łzy. On gdy tylko zobaczył, że płacze przytulił ją do siebie. 
-Co jest?-spytał troskliwie. 
-Ja też chcę mieć mamę.-łzy nie były już do opanowania.-Chcę, żeby ktoś przy mnie był. Brat się do mnie nie odzywa. Rodziców nie mam. A dziadkowie są w moim ojczystym kraju. Już prawie zapomniałam jak wygląda kobieta, która wydała mnie na świat. Tak bardzo chciałabym mieć ją, choć na chwile. 
-Nie wiem co mam ci powiedzieć.-przytulił ją mocniej. 
-Zazdroszczę ci. Masz wszystko, braci, rodziców. Jesteś sławny, a ja jestem nikim.-podniósł jej głowę do góry. 
-Nawet tak nie myśl. Jesteś najcudowniejszą dziewczyną na całym świecie.
-Michael dziękuję.-poszli do hotelu. Lara od razu po wejściu skierowała się w stronę swojego pokoju. Musiała się jakoś ubrać. Umówili się, że zamiast na romantyczną kolację pójdą na małą imprezę, którą organizowali Norwegowie. Pierwsza rzecz jaką zrobiła po wejściu to szybki prysznic. Umalowała się, delikatnie i subtelnie. Później ubrała delikatna sukienkę: 
Włosy rozpuściła. Była gotowa, czekała tylko na Michaela, który obiecał że po nią przyjdzie. Była 19:45, miał piętnaście minut. Lara postanowiła jeszcze, że sobie zaśpiewa. Piosenka, którą napisała dla mamy:
"Wiem, że gdzieś tu jesteś, 
Wiem, bo żyję, a to coś znaczy."-słowa napisane w najgorszym momencie jej życia. I to wcale nie, był ten wieczór w parku. Oddała się totalnie muzyce. Nie zauważyła, że w  jej pokoju od jakiegoś czasu był już Michi. Na jej policzkach, tańczyły pojedyncze łzy. Wyczuł moment idealny do tego by ją przytulić. 
-Jesteś śliczna.-szepnął do jej ucha. Uśmiechnęła się szeroko. 
-Idziemy?
-Tak.-wyszli. Zaraz po wyjściu natknęli się na innych uczestników imprezy. Wśród nich był Karl. Był kimś, kogo bardzo brakował dziewczynie. Bardzo za nim tęskniła. Nawet nie pamięta kiedy się od siebie odsunęli.  To był jej najukochańszy brat. 
  Zabawa trwała w najlepsze. Lara spoglądała na swojego braciszka. Siedział z Norwegami i pił. Postanowiła chociaż z nim zatańczyć. 
-Karl zatańczysz ze swoją starszą siostrą?-zapytała nieśmiało. 
-Tak.-wstał złapał ją za rękę i powędrowali na środek parkietu. Ona zarzuciła mu ręce na szyję, a on ułożył swoje na jej tali. 
-Przepraszam.-powiedziała cicho. 
-Nic się nie stało.-odpowiedział mało przekonująco. 
-Miałam dość tego, że cały czas wszystkiego mi zabraniasz. Tak jak to robił tato.-była w zupełności szczera. 
-Myślałem, że to dla ciebie dobre. Nie chciałem cię ranić.
-Karl, wiesz co? Byłam u babci i ona chce cię poznać. Pojedziemy tam na święta.
-Dobrze.-kawałek się skończył. Lara podziękowała za wspólny taniec i odeszła. Czyżby stosunki między nimi się poprawiały? Może i tak, ale trzeba jeszcze włożyć w to dużo pracy. Brakowało zarówno Larze jak i Karlowi, chwil spędzanych razem. Ona bez niego, i on bez niej, czuli się obcy w stosunku do siebie. Tato wpajał im różne wartości, ale nigdy nie nauczył ich słuchać innych. 
  Było już późno, Lara czuła się zmęczona. Po za tym trochę się źle czuła. Kręciło się jej w głowie, co pewnie wynikało z nadmiaru alkoholu w jej krwi. Chciała odejść, ale ktoś przytulił ją od tyłu. 
-Gdzie wybiera się moja ukochana.-usłyszała głos Michaela. 
-Źle się czuję.-obrócił ją, tak że stali twarzą w twarz. Spojrzał jej w oczy. Chyba chciał w nich zobaczyć cień kłamstwa. Jednak w jej oczach malowało się zmęczenie. Nic, ale to nic więcej. 
-Odprowadzę cię.-i ruszyli razem w stronę pokoju Lary. Chłopak był w świetnym humorze. Lara jednak nie potrafiła się nawet uśmiechnąć. Naprawdę źle się czuła. Od razu po wejściu do pokoju położyła się na łóżku. Michi położył się tuż obok. Przytulił do ja od siebie. Leżeli w milczeniu. To była taka ich idealna chwila.  Lara wyciągnęła swoją rękę ku górze. 
-Na co patrzysz?
-Na nic.-odpowiedziała.-Posłuchamy muzyki?
-Jakiej?-zastanowiła się chwilę, co prawda kochała przeróżną muzykę ale teraz miała ochotę na jedną. Wyjątkową i bliską jej sercu. 
-Może Vivaldi?-zaproponowała. 
-Może być.-wstała i wyszukała w swoim telefonie pierwszego lepszego utworu. Padło na "Cztery pory roku". Połączyła się z przenośnym głośnikiem. I już z powrotem leżała obok niego. Podobała jej się ta muzyka. Z opowiadań babci dowiedziała się, że jej mama kochała Vivaldiego. Pewnie dlatego tata, zawsze jeśli chodziło o muzykę był nastawiony tylko na jeden gatunek. Często pracował przy Mozarcie czy Bachu. Jego zamiłowanie wzięło się od pasji małżonki. Lara była dumna, ze swojej mamy. Była dumna, ponieważ z tatą trudno rozmawiało się o jakichkolwiek zmianach. 
  Możemy się teraz zastanawiać co czuł Michael. On czuł tylko jedynie miłość. Miłość do tej słodkiej wariatki. Lara mu zaimponowała, swoją postawą, chciała zrobić coś wielkiego. Tylko potrzebowała pieniędzy. Chciała poświęcić cały dorobek swojego ojca by ratować kogoś, kto był jej ogólnie obcy. Może i obcy, ale chciała pomóc, bo rodzinie się nie odmawia. 
-Lara.-zaczął niepewnie Michi.-Jeśli mu nie pomożesz, co się stanie?
-Umrze. Tak jak moja mama. W ogromnym cierpieniu.-odpowiedziała. Miała załamany głos. 
-Nie znasz ich.
-Michael. Ja jestem ciocia tego maluszka. To syn mojej kuzynki, która zmarła tuż po porodzie. Nie potrafię wyobrazić sobie jak musiał czuć się jej mąż. Z jednej strony zyskał kogoś malutkiego, na kogo czekał te cholerne dziewięć miesięcy. A z drugiej strony stracił kobietę, którą kochał nad życie. Jak mam mu nie pomóc. Te leczenie może uratować mu życie.-musiała to zrobić. Jeszcze nie rozmawiała o tym z bratem. Ale jest pewna, że on też tego by chciał.
-To tak jak ja bym stracił ciebie.-zaczął całować Lare po szyi. 
-Tak, tak. Nie przymilaj się. A teraz idę spać, i ty też bo jutro musimy bardzo wcześnie wstać.-Michael spojrzał na nią kocimi oczami. Lara pokręciła przecząco głową. Ułożyła się wygodnie w łóżku. Zamknęła oczy, i odpłynęła. 
  Lara już spała, ale on nie mógł zasnąć. Cały czas zerkał na nią, czy na pewno śpi. Wyglądała jak małe dziecko. Mijały minuty, godziny i w końcu gdzieś po trzeciej nad ranem zasnął. 
   Rano, gdy się obudził Lary już nie było. Zostawiła tylko kartkę. 
"Przepraszam, że się nie pożegnałam musiałam już iść. Nie chciałam cię budzić. Do zobaczenia. Twoja Lara"-czyli już wyjechała. Wstał, miał małego kaca. Było jeszcze wcześnie  dochodziła dopiero siódma. Zabrał wszystkie swoje rzeczy. Zamknął drzwi, i odniósł klucz do recepcji. Był smutny. Już było jej brak, a dopiero co razem rozmawiali. Niedawno dowiedział się, że go kocha. Pojechała, ale wie że ją jeszcze zobaczy. 

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<
Trochę krótko, ale nie chciałam żebyście długo czekali. Mam małe problemy, więc nie wiem kiedy pojawi się następny rozdział, ale wyczekujcie go po świętach. Buźka :* 

3 komentarze:

  1. Cudo! Piękny rozdział ;)
    Ten wątek z tą córką kuzynki zapowiada się ciekawie.
    Michael.. jest taki słodki w tym opowiadaniu, że po prostu miöd malina! ♥
    Nie zdziwie się jak Lara będzie w ciązy :D chociaz moze to tylko alkohol...
    No nic! Weny życzę jak zawsze! Czekam na kolejny :*
    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, a kolejny rozdział już niebawem :)

      Usuń
  2. Cześć 😊
    Rozdział supcio. Jaka Lara dobroduszna. To się chwiali.
    I dobrze ze pogodziła się z bratem. To jednak rodzina. A co do Michiego. To słodziak i tyle ba ten temat 😂❤
    Czekam na kolejny. Buźki i weny 😉

    OdpowiedzUsuń